poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział IV - ,,Afera o nic’’

* Diego *

Próbowałem dodzwonić się do Violetty po raz kolejny, ale niestety wyłączyła telefon. Co ona sobie w ogóle wyobraża? Naskakuje na mnie nie wiadomo dlaczego, kiedy to ja chciałem zrobić jej wyrzuty. Jestem (albo raczej byłem) na nią wściekły za to co odstawiła, a tu nagle dowiaduję się, że ona jest na mnie śmiertelnie obrażona za coś co niby zrobiłem, choć nawet nie wiem za co! Najwyraźniej znów ubzdurała sobie, że namieszałem coś w jej idealnie poukładanym życiu, kiedy ja zachowywałem się całkiem normalnie i nie zrobiłem nic złego. Będę musiał to sobie z nią wyjaśnić. Choć najpierw powinienem może pogadać z Leonem, który przez całe zajęcia rzucał mi nienawistne spojrzenia. Może on wie coś o tym, co niby zrobiłem (a czego najpewniej nie zrobiłem). Kiedy tylko wszyscy opuścili salę w której odbywały się zajęcia zatrzymałem go przed wyjściem.
- Czego chcesz? - warknął, a ja uśmiechnąłem się bez humoru. Wszyscy zadają mi to samo pytanie. Czyż to nie zabawne?
- Można grzeczniej. - powiedziałem, a on spojrzał na mnie wzrokiem, który wyraźnie oznaczał, że jednak nie można. - Powiesz mi dlaczego przez całą godzinę zabijałeś mnie wzrokiem czy może sam mam się domyśleć? - zapytałem, krzyżując ręce na piersi.
- Jesteś żałosny. - zaczął, a ja przysiągłbym, że gdzieś już to słyszałem. Ach tak. Słyszałem to z ust Violetty. Jak widać mają tę samą śpiewkę. Szkoda tylko, że ja nie dostrzegam tej mojej "żałosności".
- Skoro już to ustaliliśmy to może podałbyś jakieś fakty na poparcie tego stwierdzenia. - krótko mówiąc chciałem wiedzieć o co im wszystkim chodzi. Zaraz się okaże, że wszyscy ludzie w studio są na mnie obrażeni, a ja nie będę miał zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.
- Wiesz co, Diego? Jeśli to ma być jakiś żart, to wcale nie jest śmieszny. - oznajmił, po czym wyminął mnie i wyszedł z sali. Fantastycznie! Czyli koniec końców nadal nie wiem co takiego zrobiłem, że nagle każdy, a mówiąc każdy mam na myśli Leona i Violettę, mnie nienawidzi. Może myślą, że zrobią ze mnie idiotę, ale ja i tak mam zamiar dowiedzieć się co i jak. Wychodząc z sali zauważyłem Francescę rozmawiającą z Camilą. Warto spróbować i u nich. Może one mnie oświecą.
- Możecie mi powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. - zażądałem, a one spojrzały na siebie zdziwione, po chwili przenosząc wzrok na mnie.
- Ale o co w czym chodzi? - zapytała Fran, a ja parsknąłem podenerwowany.
- Violetta jest na mnie zła, a Leon najchętniej by mnie zabił. Problem w tym, że nie wiem dlaczego. Wiecie może coś na ten temat? Bo ja też chętnie bym się dowiedział. - powiedziałem, wzdychając cicho by się uspokoić.
- Viola nam nic nie mówiła. Same jesteśmy ciekawe o co wam poszło. - odparła Fran.
- Nawet chciałam cię dziś o to spytać, ale stwierdziłam, że nie warto. - dodała Cami.
- Dobra. Dzięki. - mruknąłem i odszedłem w stronę swojej szafki. Najwyraźniej sam będę musiał się wszystkiego dowiedzieć. Z tym może być jednak mały problem. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, nieprawdaż?

* Francesca *

- Cami... - zaczęłam, odwracając się w stronę mojej przyjaciółki z pełną powagą. - Musimy się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. - zakończyłam, a ona wyglądała na zadowoloną. Uśmiechnęła się tajemniczo i uniosła jedną brew ku górze.
- Masz już jakiś plan? - spytała, a ja mruknęłam coś pod nosem i zamyśliłam się. Co by można było zrobić by wyciągnąć jakieś informacje. Trzeba by było zagadać obie strony, a mówiąc obie strony mam na myśli Leona i Violettę. Najpierw jednak warto poszukać informacji w terenie, a ja już chyba wiem od czego mamy zacząć.
- Wiem co musimy zrobić. - powiedziałam w końcu, poruszając brwiami i uśmiechając się tryumfalnie. Nie ma możliwości, że nasz plan nie wypali.
- W takim razie opowiadaj. - ucieszyła się Camila.
- A więc tak...

***************

Hej, cześć i czołem. Nikt mnie nie zabije za zakończenie w takim momencie, prawda? No skąd. Przecież zakończenia w ciekawych momentach są super. Prawie wszystkie odcinki naszej kochanej Violki kończą się cholernie ciekawych momentach i trzeba czekać aż dwadzieścia cztery godziny, by dowiedzieć się co będzie dalej. Jeśli chodzi o moje opowiadanie to trzeba będzie poczekać nawet dłużej, ale kto by się tam przejmował. Pamiętajcie, że nie jestem wredna. <3
Wiem, że wyszło to dość krótkie, ale nadrobię to kolejnym rozdziałem. Poza tym czasem trzeba uciąć w odpowiednim momencie, by zrobić ciekawą atmosferę.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział III - ,,Oj, Leoś’’

* Camila *

- Ale mówię ci, że to prawda. Ja wchodzę sobie do sali, a tam stoi Leon, który po chwili ni z tego ni z owego piszczy "Leoś wychodzi". Gdy mnie zobaczył to tak mu mina zrzedła, że omal nie dostałem histerycznego napadu śmiechu. Wydaje mi się, że ktoś tu zaczyna się upodabniać do Ludmiły. Radzę teraz na niego uważać jeśli w najbliższym czasie nie masz ochoty obwieszczać każdemu o swoim wyjściu. - powiedział niezwykle rozbawiony Diego. Spotkałam go w parku przed studio i ucięliśmy sobie krótką pogawędkę jak kumpel z kumpelą. W końcu nikt mi nie zabroni się z nim zadawać, nawet jeśli Violetta jest na niego chwilowo obrażona. Ciężko mi powiedzieć o co im poszło, ponieważ ona nie chce mi nic zdradzić, a wiem, że jeśli zapytałabym o to chłopaka, to z całą pewnością by się zdenerwował i tak czy inaczej niczego bym się nie dowiedziała. Najwyraźniej będę musiała sama to rozgryźć. Tylko najpierw pójdę z tym do Fran. Może ona coś wie. A nawet jeśli nie, to razem na pewno szybko się dowiemy o co chodzi. Nasze plany zawsze są najlepsze. - Czy ty mnie słuchasz Camila? - spytał Diego, wybijając mnie tym samym ze swoich przemyśleń.
- Oczywiście, że tak. Właśnie opowiadałeś mi o tym jak zachował się dziś Leon. Muszę przyznać, że nie potrafię sobie tego wyobrazić. - powiedziałam i uśmiechnęłam się na samą myśl takiego zachowania u Leona. Odruchowo wyobraziłam go sobie też w długich blond włosach co sprawiało, że cała ta sytuacja wydawała mi się jeszcze bardziej komiczna.
- Uwierz mi, że wiele straciłaś. Biedny Leon będzie mnie chyba unikać do końca życia. - zaśmiał się Diego, a ja razem z nim. Może nieładnie jest tak wyśmiewać swoich przyjaciół, ale przecież nie mówimy na niego nic złego. W takim razie to się nie liczy, tak?
- Camila. - oho, o wilku mowa. - Nie widziałaś przypadkiem Violetty? - zapytał Leon, skupiając na mnie całą swoją uwagę. Mogłoby się wydawać, że za wszelką cenę stara się zignorować tu obecność Diego, co jest całkiem zabawne. Czasem trzeba jednak zachować powagę.
- Nie, nie widziałam jej od czasu tego rysunku Ludmi. Wiesz... Tego kota. - powiedziałam, marszcząc brwi i usiłując sobie przypomnieć czy czegoś przypadkiem nie pominęłam, ale nie, nie wydaje mi się.
- No dobrze. - powiedział zrezygnowany i odszedł w stronę studia.
- Leoś już nie mówi kiedy wychodzi? - zawołał za nim Diego, a ja zakryłam usta dłonią by pohamować śmiech.
- Bardzo śmieszne. - dało się jeszcze usłyszeć głos Leona zanim zniknął w studiu. Wtedy obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
- Czasami bywasz nieprzyjemny. Ale w gruncie rzeczy jesteś zabawny. - przyznałam.
- Bardzo miło mi to słyszeć. - odparł Diego, skłaniając się lekko, a zaraz po tym uśmiechając wesoło. - Teraz jednak muszę już iść, bo wydaje mi się, że za kilka minut mam zajęcia. - oznajmił, zerkając przy tym na swój nadgarstek. Miało to chyba być nawiązanie do zegarka, którego on jednak nie nosi. Tak czy inaczej zrozumiałam przekaz.
- To do zobaczenia później. - pożegnałam się, a kiedy Diego już odszedł, podbiegła do mnie Francesca.
- Co to niby miało być? Hm? - zapytała oburzona, krzyżując ręce na piersi i wręcz zabijając mnie wzrokiem.
- Ale o co ci znowu chodzi? Przecież nic ci nie zrobiłam. - broniłam się. Nie mam zielonego pojęcia o co ona może się w tym momencie awanturować i wcale mi się to nie podoba.
- Rozmawiasz z nim chociaż wiesz, że Violetta jest na niego zła! - wyjaśniła Fran.
- I tylko o to ci chodzi? - zapytałam zdziwiona. - To, że Viola jest na niego zła nie znaczy, że ja też muszę być. Poza tym nawet nie wiemy o co w tym wszystkim chodzi, a przynajmniej ja nie wiem i dopóki nie okaże się, że to coś całkowicie potwornego to nadal mam zamiar z nim rozmawiać. - powiedziałam, patrząc na nią wyzywająco. Nie mam zamiaru przyjmować jej wyrzutów, bo nie uważam, że zrobiłam coś złego.
- Dobrze, może masz rację. Powinnyśmy się dowiedzieć o co chodzi zanim zaczniemy być dla niego niemiłe. Ale musisz przyznać, że on potrafi czasem zachowywać się jak frajer! - powiedziała na swoją obronę, a ja przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się wesoło.
- Przyznaję.

* Violetta *

W tym momencie powinnam szykować się do zajęć z Jackie, a zamiast tego jestem już w połowie drogi do domu. Chyba wszystko idzie nie po mojej myśli. Rano było świetnie. Każdy zachowywał się normalnie i nawet Leon ze mną rozmawiał, ale potem... Dowiedziałam się o tym co zrobił Diego, a Leon, który jak zwykle wszystko źle zinterpretował jest teraz na mnie wielce obrażony. Do tego Gregorio postanowił się na mnie uwziąć i złapał mnie podczas przerwy, by zafundować mi niezłą awanturkę. Po prostu mam już dość na dziś. O tym, że idę do domu powiedziałam tylko Maxiemu, bo stety niestety przyłapał mnie na wymykaniu się ze studio. Teraz mam tylko nadzieję, że nie natknę się na mojego tatę, bo nie chcę mieć jeszcze więcej problemów, a on na pewno wypytywałby mnie o szybki powrót do domu.
Na szczęście udało mi się dotrzeć do celu bez żadnych komplikacji. Otworzyłam drzwi i ukradkiem zajrzałam do środka sprawdzając czy nie ma w pobliżu mojego taty. Wydawało się jednak, że droga wolna. Szybko weszłam do środka, zamknęłam drzwi i cichutko przemknęłam się schodami na górę. Kiedy wreszcie znalazłam się w moim pokoju, odetchnęłam z ulgą. Moje szczęście nie trwało jednak długo, bo już po chwili zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go z torebki i spojrzałam na wyświetlacz. Diego. Odebrać, nie odebrać...
- Czego chcesz, Diego? - koniec końców odebrałam telefon. Gdybym nie odebrała, on z całą pewnością próbowałby się do mnie dodzwonić jeszcze milion razy zanim by sobie odpuścił.
- Nie ma cię na zajęciach.
- A wiesz, że nawet nie zauważyłam. - powiedziałam udając całkowicie zdziwioną. Wiem, że nie mógł widzieć mojej miny, ale cóż...
- Nie bądź sarkastyczna. To do ciebie nie pasuje.
- Nie ty decydujesz o tym co do mnie pasuje, a co nie. Powiedz mi czego chcesz, żebym mogła wreszcie zakończyć tę rozmowę.
- Chciałem wiedzieć dlaczego cię nie ma. Martwię się.
- Tak. Ty się martwisz. Jestem tego całkowicie pewna. - pokręciłam głową z niedowierzaniem. - To już się robi nudne, Diego. Po tym co zrobiłeś nie mam najmniejszej ochoty by z tobą rozmawiać, a ty dzwonisz sobie od tak, żeby zapytać dlaczego mnie nie ma. To żałosne. - powiedziałam i zakończyłam połączenie. Wściekła usiadłam na łóżku, a mój telefon ponownie zaczął dzwonić. Znowu on. Odrzuciłam połączenie, po czym wyłączyłam telefon. Jedyne czego teraz chcę to odrobina świętego spokoju. Nie proszę o wiele.

***************

 Hej, cześć i czołem. Zostawiam wam trzeci rozdział w którym, według mnie, zaczęło się coś dziać. Sprawa nie do końca wyjaśniona, ale przecież na tym polega cała zabawa. Główne pytanie brzmi: co takiego zrobił Diego
Wydaje mi się też, że dodaję trochę za szybko, ale ostatnimi czasy dużo piszę i tak jakoś wyszło!

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział II - ,,Wielki kurs rysowania Ludmiły’’

* Ludmiła *

Czy tylko ja mam wrażenie, że każdy jest dziś nadzwyczaj zabiegany? Naty przepadła jak kamień w wodę, Leon biega z kąta w kąt wypytując o tego dziwaka Andresa, a Maxi lata szukając Leona. Przez to wszystko miał nawet czelność zapytać mnie czy nie wiem przypadkiem gdzie on jest. Oczywiście, że dopiero co go mijałam, ale nie miałam zamiaru mu tego powiedzieć. Miło jest czasem popatrzeć na tych biednych, małych ludzi, którzy są niczym w porównaniu ze mną. W końcu nikt nie może konkurować z taką Supernową.
- Ludmi, przepraszam, ale zgubiłam... - zaczęła zdyszana Naty, która nagle pojawiła się przy moim boku.
- Nie obchodzi mnie to, Natalia. Czekałam na ciebie, a ty co? Kręciłaś się gdzieś bez celu zamiast mi pomagać. Kompletnie nie interesują cię moje potrzeby! - oburzyłam się, cmokając niezadowolona.
- Przepraszam, ale jak mówiłam zgubiłam gdzieś...
- Ci, ci, ci. - przerwałam, kładąc jej palec na ustach i uśmiechając się złośliwie. - Nie interesuje mnie twoje zagubione coś. Interesuje mnie tylko to, że już tu jesteś. - skończyłam, niewinnie trzepocząc rzęsami. Nikt nie będzie mi przerywał i podważał mojego zdania. To ja tu jestem najważniejsza, a nie jakaś zaginiona rzecz. - A teraz przynieś mi moją torebkę. - rozkazałam, machając dłonią by się pospieszyła.
- Twoją torebkę? - spytała głupio Naty.
- Tak, moją torebkę. Zostawiłam ją w sali. - odpowiedziałam.
- Ale w jakiej sali? - dopytywała brunetka, na co przewróciłam oczami.
- Normalniej sali, Natalia. Normalnej. - powtórzyłam to powoli i wyraźnie w razie gdyby miała mnie nie zrozumieć. Z nią to nigdy nic nie wiadomo.
- No tak, ale...
- Żadnego ale. Nic nie potrafisz dziś zrobić. Ugh. - warknęłam zdenerwowana i sama poszłam po swoją torebkę. Kiedy weszłam do sali, zobaczyłam, że w koncie siedział Andres i najwyraźniej usiłował coś pisać bądź też rysować. Nie jest to rzecz najistotniejsza.
- O, Ludmiła! - wykrzyknął, kiedy zdał sobie sprawę z mojej obecności. - Chcesz zobaczyć mojego kota?! - zapytał podekscytowany i zanim dał mi czas na odpowiedź, natychmiast poderwał się z miejsca i podbiegł do mnie pokazując mi kartkę. Na niej narysowany był kot. Choć mi, osobiście, wygląda to bardziej na jakiegoś kreta.
- To ma być kot? - zapytałam i zaśmiałam mu się prosto w twarz. - To nie wygląda na kota. - stwierdziłam, kiedy już opanowałam mój napad śmiechu.
- No jak to nie? - spytał skołowany. - Tu ma uszy i oczy, a tu są jego łapki. O, a tu jest ogon! - powiedział, pokazując mi poszczególne części ciała owego kotka.
- Skoro to jest kot to najwyraźniej musiał być zmutowany. - stwierdziłam, uśmiechając się niewesoło.
- Sama nie umiałabyś lepiej tego narysować. - powiedział, marszcząc brwi i wgapiając się w kartkę.
- Jesteś tego taki pewien? - zapytałam, a w odpowiedzi dostałam skinienie głową. - W takim razie daj mi to! - krzyknęłam i wyrwałam z jego rąk kartkę i ołówek. Usiadłam za stojącym w sali fortepianem i zaczęłam rysować kota po drugiej stronie kartki. - Najpierw trzeba narysować kilka prostych kształtów, a potem przekształca się to w obraz całego zwierzęcia. - poinstruowałam skupiając się na swojej pracy. Po niecałych piętnastu minutach mój rysunek był już gotowy. I nieskromnie przyznam, że jest o niebo lepszy niż rysunek Andresa. - Masz. - powiedziałam, wręczając mu kartkę z tryumfalnym uśmieszkiem.
- Wow, Ludmiła. To jest fantastyczny kot! - wykrzyknął, podskakując uradowany.
- Andres! Szukałem cię. - do sali wparował nagle Leon, a zaraz za nim przybiegł tu Maxi w towarzystwie Violetty, Francesci i Camili. No proszę. Znalazło się całe zbiegowisko.
- Patrzcie na kota Ludmiły! - Andres pokazał wszystkim mój rysunek, a oni wyglądali na zdziwionych. Nie spodziewali się, że mam talent również do rysunku. Ha! Jestem wszechstronnie utalentowaną osobą. Nie ma się co dziwić.
- Ludmiła to narysowała? - spytała zadziwiona Violetta.
- Owszem, ja. - odparłam, wielce z siebie zadowolona. Kto tu jest lepszy Violu?
- Powiedziała mi też jak go narysować. - dodał zadowolony Andres, który powoli zaczynał działać mi na nerwy.
- Tak, powiedziałam, ale nie licz na to, że jeszcze ci pomogę. To nie jest jakiś Wielki Kurs Rysowania Ludmiły. - oznajmiłam, po czym wzięłam do ręki swoją torebkę i wyszłam z sali, zarzucając przy tym włosami. - Ludmiła wychodzi! - rzuciłam na odchodne.

* Leon *

 -Leoś! Leoś! - słyszałem za sobą nawoływania Ludmiły, które mimo wszystko starałem się zignorować. Z naszych rozmów nigdy nie wynika nic dobrego, a ja nie mam najmniejszej ochoty wdawać się z nią w jakąkolwiek konwersację. - Oj, Leon. Mógłbyś trochę zwolnić kiedy ktoś cię woła. - upomniała mnie blondynka, klepiąc mnie lekko w ramię.
- Czego chcesz, Ludmiła? - zapytałem dość niemiło, ale ciężko jest być miłym dla kogoś takiego jak ona.
- A czy ja muszę czegoś chcieć? Po prostu chciałam zapytać jak tam między tobą, a Violettą. - powiedziała niewinnym tonem.
- Czy ty musisz wszystkim uprzykrzać życie? - zapytałem, choć sam doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że odpowiedź jest twierdząca.
- Ale ja nikomu nie uprzykrzam życia! - oburzyła się Ludmiła. - Chciałam po prostu zapytać jak tam u ciebie i mojej przyjaciółki.
- A od kiedy wy się przyjaźnicie? - prychnąłem, patrząc na nią z ukosa.
- Jak to od kiedy, głuptasku. Od zawsze! - odparła, uśmiechając się szeroko.
- Tak, a ja jestem jednorożcem. - zaśmiałem się pod nosem, a Ferro wyglądała na oburzoną.
- Ludmiła wychodzi! - pisnęła, po czym obrażona opuściła salę. Czy ona zawsze musi to robić? To naprawdę głupie. Wyobraźmy sobie jakby to wyglądało gdyby każdy tak robił. Na przykład ja...
- Leoś wychodzi! - pisnąłem cienkim głosikiem i pstryknąłem palcami, po czym odwróciłem się na pięcie i... wmurowało mnie w podłogę. Przede mną stał Diego.
- No dalej Leosiu. - powiedział, uśmiechając się krzywo. - Jeśli musisz iść to cię nie zatrzymuję. - skomentował rozbawiony, a ja tylko przewróciłem oczami, udając, że nie jestem kompletnie wybity z szyku, a zaraz po tym opuściłem salę jak najszybciej udając się do mojej szafki. Brawo Leon. Udało ci się zyskać lepszą pozycję w rankingu frajerów.

***************

Hej, cześć i czołem. Przybywam do was z drugim rozdziałem. Zastanawiałam się ostatnio z pomocą mojej przyjaciółki z kim koniec końców złączyć Violettę. Karolina (bo tak nazywa się moja przyjaciółka) nie przepada za Violą, więc stwierdziła, że najlepiej by było połączyć Leona i Diego (z czego tak swoją drogą wyszłoby Lego! Czyż nie cudownie?), a tą naszą niezdecydowaną panienkę zostawić z niczym. To chyba byłoby zbyt drastyczne, haha.
Na początku nie dzieje się nic konkretnego, ale w nieco późniejszym czasie będzie ciekawie. :3

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział I - ,,To wszystko wina Fran...’’

 * Violetta *

- Violu, jeśli się nie pospieszysz to spóźnimy się na zajęcia Gregorio. Wiesz jaki on jest, kiedy ktoś się spóźnia. - pospieszyła mnie Camila, nerwowo wymachując rękami i patrząc na mnie z wyrzutem.
- Wiem, Cami. Wiem. Po prostu nie mogę znaleźć mojej komórki. - wyjaśniłam, przygryzając wargę i przekopując leżący na podłodze stos ubrań. Wczoraj razem z Camilą urządzałyśmy sobie u mnie mały pokaz mody, który skończył się dość późno, więc postanowiłyśmy posprzątać dzisiejszego ranka. Jednak okazało się, że mój budzik nie zadzwonił, a na domiar złego moja komórka się gdzieś zapodziała. Wiem, że mogłam iść bez niej, ale zawsze ktoś może zadzwonić albo wysłać mi ważną wiadomość. Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć, a jeśli nawet, to w takim wypadku byłabym kompletnie nie poinformowana. Dlatego też musiałam ją znaleźć. A Cami wcale mi w tym nie pomagała. - Bardzo doceniłabym twoją pomoc. - powiedziałam, dalej przegrzebując moje ubrania. Po powrocie ze studio będę miała dużo sprzątania. Mam tylko nadzieję, że Olga tego nie zobaczy, bo byłaby bardzo, bardzo zszokowana.
- Dobrze, już dobrze. Pomogę ci. - powiedziała Camila, wzdychając cicho. Kątem oka zauważyłam, że schyla się by zajrzeć pod łóżko. - O mam. - powiedziała po kilku sekundach, wyciągając w moją stroną zagubioną komórkę.
- Jakim cudem? - zapytałam, odbierając znalezisko z jej ręki. - Przecież tam zaglądałam. - mruknęłam sama do siebie, marszcząc brwi.
- To nie jest teraz ważne. Chodź, musimy uciekać zanim się spóźnimy. - powiedziała, a ja przytaknęłam jej skinieniem głowy i obie szybko opuściłyśmy mój pokój, zbiegając po schodach i kierując się do wyjścia. Po drodze minęłyśmy Ramallo.
- A dokąd to tak pędzicie, panienki? - zapytał, krzyżując ręce na piersi.
- Na zajęcia. Nie mamy czasu, Ramallo. - odpowiedziałam, posyłając mu lekki uśmiech, a zaraz po tym wyszłam z Camilą z domu i szybkim krokiem kierowałyśmy się w kierunku studio.
- Mam nadzieję, że Gregorio nie będzie na nas narzekał. - westchnęła moja przyjaciółka, a ja uśmiechnęłam się lekko.
- Znasz Gregorio. Nawet gdybyśmy przyszły przed czasem to by na nas ponarzekał. Taki już jest i nic na to nie poradzimy. - zaśmiałam się, a ona wydała krótki pomruk zgody.
 Kiedy dotarłyśmy do szkoły, zajęcia trwały tam już od dobrych dziesięciu minut. Zdyszane wpadłyśmy do sali gdzie Gregorio pokazywał nowy układ taneczny.
- A co to ma być? - zapytał, mierząc nas surowym spojrzeniem. - Macie dziesięć minut spóźnienia. Jak zamierzacie mi się z tego wytłumaczyć?! - oburzył się. Spojrzałyśmy na siebie z Camilą i widać było, że obydwie szukamy odpowiednich słów, by opisać sytuację. W tym momencie do sali wpadła równie spóźniona Francesca.
- To wszystko wina Fran. - powiedziała Cami, a Fran obrzuciła ją zabójczym spojrzeniem.
- Ach tak?  Jak się pani z tego wytłumaczy, panno włoszko? - zapytał Gregorio, krzyżując ręce na piersi i patrząc na nią z wyższością. Camila zaczęła obgryzać paznokcie ze zdenerwowania, a ja rzucałam Fran zmartwione spojrzenie.
- Proszę pana, tracimy czas. Powinniśmy już zacząć. - zabrał głos Maxi za co byłam mu w tej chwili niezmiernie wdzięczna.
- Niech będzie, ale nie myślcie, że wam odpuściłem. Nie możecie podważać mojego autorytetu. - oznajmił nauczyciel, jeszcze raz obrzucając nas tym okropnym spojrzeniem, po czym wrócił na swoje miejsce i ponownie zabrał się do pokazywania układu.
- Jeszcze ci się za to oberwie Cami. - usłyszałam głos Fran i uśmiechnęłam się pod nosem, zajmując miejsce wśród reszty uczniów.

* Francesca *

 - Zwariowałaś? Dlaczego zrzuciłaś całą winę na mnie? - zapytałam oburzona. Po skończonych zajęciach udało nam się wymknąć z sali i uniknąć konfrontacji z Gregorio, ale to nie zmienia faktu, że Cami zrzuciła winę za spóźnienie jej i Violetty na mnie.
- Przepraszam. Po prostu działałam pod wpływem chwili. - wyjaśniła, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ty zawsze działasz pod wpływem chwili, Cami. Powinnaś zacząć myśleć zanim coś powiesz. To taka dobra rada od przyjaciółki. - powiedziałam, uśmiechając się sztucznie i kładąc jej dłoń na ramieniu. Dziewczyna uśmiechnęła się niezręcznie, a ja tylko przewróciłam oczami. Ona już dobrze wie, że ma wszystko wybaczone. Nie potrafiłabym się na nią długo gniewać. A przynajmniej nie za taką błahostkę.
- Hej dziewczyny. Co robicie? - podszedł do nas uśmiechnięty Maxi.
- Właśnie rozmawiałyśmy na temat zajęć z Gregorio. - odpowiedziała Cami.
- Tak, tak właśnie. - przytaknęłam, uśmiechając się lekko. Pominiemy tu pewne szczegóły.
- Działo się coś ciekawego? - spytał.
- Nie. - odpowiedziałam, wzruszając ramionami. - A jak u ciebie i Andresa?
- Było okej. Razem z Leonem ćwiczyliśmy naszą nową piosenkę. Pablo powiedział, że bardzo mu się podoba. - oznajmił, uśmiechając się wesoło. Widać, że był zadowolony. I dobrze. Przecież życie nie jest po to żeby się smucić, prawda?
- To fantastycznie. A kiedy my będziemy mogły ją usłyszeć? - spytała Viola, ni stąd ni zowąd zjawiając się tuż przy nas. A wydawało mi się, że dopiero co była koło swojej szafki. Dziwne.
- Jeśli zgadam się z chłopakami to nawet po następnych zajęciach. - odpowiedział Maxi.
- Świetnie. W takim razie koniecznie musisz z nimi pogadać. - powiedziała, uśmiechając się wesoło. Maxi odwzajemnił jej uśmiech po czym pognał w swoją stronę najprawdopodobniej odnaleźć Leona i Andresa. A skoro już przy tym jesteśmy... Dosłownie kilka sekund po odejściu Maxi'ego podbiegł do nas Leon.
- Widziałyście Andresa? - zapytał, łapiąc mnie za ramiona.
- Nie. Dziś go nie widziałyśmy. - odpowiedziałam, marszcząc brwi i wpatrując się w niego zdziwiona.
- To niedobrze. - mruknął tylko, zanim odbiegł w swoją stronę.
- Czy tylko mi wydawało się to dziwne? - zapytałam odwracając się do dziewczyn, które wyglądały na tak samo zdziwione jak ja. Zgaduję, że nie tylko mi.
- Hej, a nie wiecie gdzie jest może Leon? Bo jak przyszedłem do sali to już go nie było. - obok nas ponownie zjawił się Maxi.
- Pobiegł tam. - powiedziałam wskazując mu palcem dokładny kierunek. - Ale mówił coś o... - nie dokończyłam nawet zdania, a Maxi już sobie poszedł. Widzę, że ludzie kompletnie nie liczą się z moim zdaniem.

***************

 Hej, cześć i czołem. Jest to pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania pisanego na podstawie serialu Violetta. Będzie się to oczywiście różniło od serialu i nie zaczyna się w żadnym jego konkretnym momencie. Po prostu są tu ci sami bohaterowie, ale ich historia będzie zupełnie inna. Większość postaci zachowa swoje serialowe charakterki, bo dziwnie byłoby mi ich zmieniać. Wyobraźmy sobie na przykład całkiem normalnego Andresa... To by po prostu nie wypaliło. Jeśli chodzi o kwestię pairingów takich jak Leonetta, Dieletta, Naxi i tym podobne to wszystko okaże się w trakcie trwania historii. Póki co mam w głowie tylko dwie pewne pary, a co z resztą? Zobaczymy! Nawet dla mnie będzie to tajemnicą, haha.
 Jeśli chodzi o mnie, to możecie nazywać mnie Silver bądź jak też to sobie tam wymyślicie. I tak wątpię by ktokolwiek odczuwał potrzebę komunikowania się ze mną. Od siebie mogę dodać jeszcze, że w listopadzie kończę 16 lat i chodzę do trzeciej klasy gimnazjum. Nic specjalnego.
 Rozdziały postaram się dodawać przynajmniej raz w tygodniu. Czasem może zdarzyć mi się jakieś obsunięcie albo, jeśli będzie dobrze szło, mogę dodać rozdział dwa czy nawet trzy razy w jednym tygodniu. Wszystko zależy od moich chęci, weny i od tego czy ktoś będzie to czytał.
 Jako że tej notki pewnie i tak nikt nie przeczyta to pozdrawiam i kończę pisanie głupot. :33