wtorek, 27 stycznia 2015
sobota, 18 października 2014
Rozdział VIII - ,,Raz tak, raz nie’’
* Ludmiła *
- Kolejny dzień, by udowodnić wszystkim jaka jestem wspaniała. - mruknęłam sama do siebie i uśmiechnęłam się zadowolona, wchodząc do studio. Rozejrzałam się poszukiwaniu tej pokraki Natalii, a kiedy wreszcie ją wypatrzyłam, przywołałam ją do siebie dramatycznym gestem dłoni. - Gdzie ty się szlajasz, Natalia? Masz być przy drzwiach i czekać aż przez nie przejdę. Niczego się do tej pory nie nauczyłaś? - zapytałam, mierząc ją krytycznym spojrzeniem.
- Nie. To znaczy tak, ale ja tylko chciałam poro... - przerwałam jej pstryknięciem palcami i obróciłam się na pięcie, odchodząc w stronę sali tanecznej. - No ruchy Naty! - warknęłam, kiedy zauważyłam, że ta nadal stoi w miejscu jak jakaś święta krowa. Westchnęłam niezadowolona i wyciągnęłam z torebki mój telefon, żeby sprawdzić ile czasu zostało nam jeszcze do rozpoczęcia zajęć. Właśnie w tym momencie ktoś wyleciał zza zakrętu i z impetem wpadł nam, co w efekcie doprowadziło do mojego upadku. - Mój telefon! - pisnęłam, spychając z siebie sprawcę wypadku i rozglądając się w poszukiwaniu mojego nowego cudeńka. Szybko udało mi się go odnaleźć, ale niestety jego ekran był popękany. - Zwariowałeś?! Mój nowy telefon teraz się do niczego nie nadaje! Następnym razem uważaj jak leziesz, ty... ty... ty plebsie! - wykrzyknęłam zdenerwowana.
- Spokojnie, Ludmi. - usłyszałam dobrze znany mi głos. O nie. Nie, nie, nie. Tak być nie będzie!
- Federico. No kto by się spodziewał? - powiedziałam przesłodzonym głosem, po czym obróciłam się i stanęłam z nim twarzą w twarz. - Tylko ty masz tak wielki talent do powodowania szkód. Ty i Viola. Bylibyście świetną parą. - stwierdziłam i uśmiechnęłam się złośliwie.
- Raczej wątpię, panno supernowa. - odparł i założył ręce na piersi.
- Nie obchodzą mnie twoje wątpienia, dziwaku. Masz mi odkupić telefon. Albo zapłacić za jego naprawę. - warknęłam i wcisnęłam mu moją zepsutą komórkę w dłoń. - Ludmiła odchodzi. - powiedziałam, pstryknęłam palcami i machnęłam włosami prosto w jego twarz. Należy mu się za to wszystko.
- Ludmiła! Ludmiła czekaj! - piszczała Naty, wlokąc się za mną.
- Czego chcesz? - spytałam, patrząc na nią ze złością. Federico wystarczająco zepsuł mi nastrój. Ona nie musi dolewać oliwy do ognia.
- Sala jest w drugą stronę. - powiedziała i wskazała palcem za siebie. Warknęłam zirytowana i tym razem zaczęłam iść w poprawnym kierunku. Po drodze musiałam niestety ponownie minąć tego pacana, który teraz chichotał w najlepsze. Obrzuciłam go nienawistnym spojrzeniem i szybko weszłam do sali. Oho! Jeszcze lepiej! Zajęcia się już zaczęły.
- Spóźnienie! Spóźnienie, spóźnienie, spóźnienie. - zaczął swój wykład Gregorio. Chciałam zabrać się za wyjaśnienia, ale on klasnął w dłonie i pokręcił głową na "nie". - Nie mam zamiaru słuchać żadnych wyjaśnień. A teraz szybko! Do szeregu! Raz, raz! - pospieszył mnie, więc stanęłam razem z resztą. Dopiero teraz zauważyłam, że obok niego stoi Marotti. Czyżby znów jakiś genialny plan Y-mix'u?
- Mamrotti chciałby wam coś ogłosić. - powiedział Gregorio.
- Konkurs! - wykrzyknął Marotti. - Konkurs tańca dokładniej.
***************
Hola, Buenos Dias! Znów dłuuuuuuuuuugo mnie nie było, bo znów miałam kupę rzeczy na głowie, a jak już się szkoła zaczęła to... Cóż... Najładniej mówiąc - masakra. Liceum to jednak nie jest takie "hop siup" i wszystko pięknie.
sobota, 10 maja 2014
Rozdział VII - ,,Zawieszenie’’
* Leon *
Za
każdym razem gdy chcę porozmawiać z Violettą, Diego jest przy niej. Mam
już tego serdecznie dość. Chciałem wyjaśnić z nią ostatnią sytuację,
ale nie, bo pan Idealny z nią był. Czy on nie może chociaż raz sobie
odpuścić? Tak byłoby lepiej dla każdego.
- Uważaj żeby ci się mózg nie przegrzał. - no proszę, a któż to wyjechał z tym przemiłym komentarzem? Jak zwykle Diego.
- W tej kwestii bardziej martwiłbym się o ciebie. - odpowiedziałem, uśmiechając się sztucznie.
- Dziękuję za troskę, Leoś.
-
Nie dziękuj. Naprawdę nie ma za co. - warknąłem podenerwowany. Jeszcze
chwila a stracę do niego cierpliwość. Czy za każdym razem gdy na siebie
wpadamy on musi mnie prowokować? Chyba każdy zna odpowiedź na to
pytanie.
- Violetta już się na mnie nie
gniewa. Byliśmy wczoraj na takim długim spacerze po parku i świetnie się
bawiliśmy. A ty jak spędzałeś swój dzień? - spytał z udawanym
zainteresowaniem. Miarka się przebrała. Spojrzałem na niego spod byka i
odepchnąłem go od siebie. Akurat w tym momencie przechodził obok nas
Pablo, a na domiar złego Diego na niego wpadł.
- Co wy wyprawiacie?! - wykrzyknął zdenerwowany Pablo.
- To on zaczął. Ja tylko chciałem porozmawiać. - bronił się Diego.
- Och, przymknij się. - rzuciłem wkurzony.
-
Leon! Wiesz, że nie tolerujemy tu takiego zachowania. A to nie pierwszy
raz kiedy się sprzeczacie. - zauważył Pablo. - Tydzień zawieszenia. -
dokończył wskazując na mnie palcem.
- Ha! - wykrzyknął niezwykle uradowany Hernandez.
-
Ty również, Diego. - zwrócił się do niego Pablo i w tym momencie mina
mu nieco zrzedła. - W tej chwili oboje macie opuścić studio. Widzimy się
za tydzień i mam nadzieję, że po tym czasie taka sytuacja nie będzie
miała więcej miejsca, bo jeśli tak to wyciągniemy z tego poważniejsze
konsekwencje. - po tych słowach odszedł, a ja spojrzałam z wyrzutem na
mojego "kochanego kolegę".
- Mam cię dość.
* Ludmiła *
Perfekcyjnie. To wszystko miało doprowadzić tylko do małego konfliktu między Violettą, Diego i Leonem, a doszło do tego, że dwójka z nich została zawieszona. Lepiej być nie może. Gdy Violcia się o tym dowiedziała jeszcze bardziej się na nich wkurzyła. Wychodzi na to, że wszystko idzie nawet lepiej niż to było zaplanowane. Mój geniusz czasem i mnie samą przerasta.
- Widzisz, Natalia. - zaczęłam, odwracając się w stronę brunetki ze zwycięskim uśmiechem wymalowanym na twarzy. - Mówiłam, że wszystko się uda. Poszło lepiej niż się spodziewałam.
- Tak, ale dziewczyny coś podejrzewają. Słyszałam jak ostatnio o tym mówiły. - odparła Naty.
- To nie jest ważne. I tak się niczego nie dowiedzą. O ile będziesz siedziała cicho. - powiedziałam, patrząc na nią wyzywająco, a ona pokiwała głową. Tak myślałam. Jeśli nie puści pary z ust to wszystko pójdzie idealnie. Pierwsza część planu polegającego na wyeliminowaniu Violetty zakończyła się sukcesem. Teraz trzeba będzie rozpocząć drugą część mojego genialnego planu.
- Jutro zabieramy się za dalsze działania. - oznajmiłam zadowolona. Jeśli uda nam się doprowadzić drugą część do końca reszta będzie już banalnie prosta.
- Jest tylko taki tyci, tyci problem. - wtrąciła Naty, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
- Jaki znowu problem?
- Przypadkiem podsłuchałam jak Pablo mówił, że ktoś do nas jutro przyjeżdża... Właściwie to wraca, bo kiedyś już tu był, ale on użył słów przyjeżdża co w...
- Przejdź do rzeczy. - pospieszyłam ją lekko poirytowana. Ile można tak bredzić?
- No więc jutro przyjeżdża. - skończyła, a ja spojrzałam na nią jak na głupią.
- Ale kto przyjeżdża?
- No on przyjeżdża. - odpowiedziała tępo, a ja miałam ochotę ją czymś zdzielić.
- Konkrety, Natalia. Konkrety. - pouczyłam. - Powiedz mi teraz jaki "on" tu przyjeżdża. - zażądałam, kładąc nacisk na słowo on.
- Federico. - wyrzuciła z siebie, a ja zdębiałam. Znowu on? Nie pozwolę by po raz kolejny wszystko zniszczył. Fakt... To niby nie jego wina i koniec końców wygrał w tym całym programie z naszą Violką, więc ma za to jakiś minimalny plus, ale jest też jej przyjacielem i zadaje się z całą resztą tej hołoty. Podsumowując: nie lubimy go.
- No cóż. Jeszcze jeden szkodnik do zlikwidowania, ale to nic takiego... Poradzimy sobie z nim.
***************
Hej, cześć i czołem! Przybywam z kolejnym rozdziałem. Jest trochę krótki, owszem, ale teraz mam zamiar pisać nieco dłuższe rozdziały. W zasadzie to jestem przyzwyczajona do pisania dłuuuugich rozdziałów, ale stwierdziłam, że nie będę nikogo zamęczać.
A więc... Przyjeżdża Federico! Yay! Czy tylko ja się cieszę? :D
Przez ostatni odcinek Violetty naszła mnie dziwna myśl co do sparowania niektórych jednostek. Najprawdopodobniej nieco w tym namieszam, ale tylko na krótką chwilę! Bo główny plan już mam. :3
Rozdział VI - ,,O co w tym chodzi’’
* Camila *
- Nie możemy obejrzeć tego nagrania tu? - smęciłam, wlokąc się za Francescą. Według niej zanim obejrzymy to co nagrało się nam na kamerze musimy znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Tym super ultra bezpiecznym miejscem ma być jej dom. Nie wiem dlaczego to dla niej takie ważne.
- Oczywiście, że nie. Chcesz żeby nas ktoś przyłapał? Gdyby to wyszło na jaw to mogłybyśmy mieć kłopoty. - wyjaśniła Fran.
- Ale jakie kłopoty? Przecież nie mamy tam nic złego! - powiedziałam, choć po krótkim zastanowieniu... - Chyba nie mamy tam nic złego.
- No właśnie. Nie możemy być tego takie pewne i dlatego idziemy z tym do mnie. Moich rodziców nie ma w domu, więc będziemy mogły obejrzeć sobie to wszystko na spokojnie. - wyjaśniła, a ja westchnęłam cicho i przystałam już na ten jej plan. Lepiej unikać potencjalnego zagrożenia, nie? Warto to sobie powtarzać.
Gdy dotarłyśmy już do domu Fran, natychmiast pobiegłyśmy do jej pokoju i włączyłyśmy nagranie. Na początku nie działo się nic ciekawego. Ludmiła ciągle ćwiczyła tą swoją beznadziejną piosenkę i co jakiś czas wydzierała się na Naty, która przyjmowała to wszystko z pokorą. Nie wiem jak ona może wytrzymać takie traktowanie, ale koniec końców to nie moja sprawa. W końcu jednak zaczęło dziać się coś ciekawszego. Ludmiła zaczęła opowiadać Natalii o tym jak jej "genialny plan" wypalił i wszyscy są teraz skłóceni. Niestety niczego więcej się nie dowiedziałyśmy, bo obydwie wyszły z sali. Kurczę! A być może byłyśmy już tak blisko rozwiązania całej sprawy.
- Jedno jest pewne. - oznajmiła Francesca. - To wszystko to sprawka Ludmiły.
- To co teraz? - spytałam, patrząc na nią i wyczekując jakiegoś przebłysku geniuszu.
- Co teraz? - powtórzyła, a na jej twarzy pojawił się słynny uśmieszek, który oznaczał, że ma plan. - Czas się dowiedzieć co takiego zrobiła Ludmiła.
* Diego *
Po tym dziwnym spotkaniu z Violettą cały czas szlajałem się bez celu po mieście. Nie miałem zielonego pojęcia skąd wzięła się ta nagła zmiana jej wyglądu, a tym bardziej nagła zmiana nastawienia co do mnie. Wyglądała na zdziwioną kiedy zapytałem dlaczego jest na mnie zła. Czyżby tak nagle jej przeszło? To niemożliwe. Może to ma być jakaś gra. Chce mnie skołować i zrobić ze mnie idiotę. Nie, to całkowicie nie w jej stylu. Ona by czegoś takiego nie zrobiła. A może to wszystko moja wina? Może nawet nie zdaję sobie sprawy z czegoś co jej zrobiłem i przez to ona całkowicie się zmieniła? To by było okropne. Jak miałbym się po czymś takim czuć? Nie, to przecież głupota. Ta cała zmiana nie mogła się wydarzyć przez jedną rzecz. Może już od dawna coś było nie tak, a nikt nie zwrócił na to uwagi. W końcu każdy zajmuje się własnymi sprawami i nawet jeśli są one z nią związane to i tak patrzy się na to ze swojej perspektywy. Nikt nie stawia się na miejscu Violetty i nie myśli jak ona się z tym czuje. Jesteśmy skończonymi egoistami, którzy wywołują u niej zmianę. Chyba... Chyba za dużo myślę. Do głowy przychodzą mi coraz głupsze pomysły, a może to wszystko da się logicznie wytłumaczyć. Może ten jej styl to część jakiegoś przedstawienia, jakiejś zabawy albo dziwnej akcji o której nie mamy pojęcia. Przecież nie wiem o niej wszystkiego. Jej przyjaciele też nie muszą. Tak, to na pewno to. Teraz mogę już być spokojny. Kiedy jutro pójdę do studio wszystko będzie po staremu, a ona będzie wyglądała i zachowywała się tak jak zawsze. Teraz biorę głęboki oddech i uspokajam się.
- Długo masz zamiar stać na środku chodnika? Blokujesz przejście. - usłyszałem za sobą znajomy głos. Odwróciłem się i zobaczyłem przed sobą Violettę. Tę Violettę sprzed kilku godzin (taaaak, trochę mi się zeszło na tym spacerze).
- Myślałem o tobie. - odpowiedziałem. Nie będę wymyślał żadnych głupich wytłumaczeń. Czasem trzeba walić prosto z mostu.
- Uroczo. - skomentowała, uśmiechając się sztucznie.
- Nie jesteś dziś zbyt miła. - zauważyłem, a ona przewróciła oczami. Dało się jednak zauważyć lekką zmianę. Tym razem wyglądała na nieco mniej znudzoną. Sukces?
- Nie wiem czemu miałabym być dla ciebie miła. - odpowiedziała. Czyli nadal ma do mnie żal o to... no ja wciąż nie wiem o co.
- Mówiłaś, że nie jesteś zła. - wypomniałem jej.
- Bo nie jestem na ciebie zła. Po prostu nie wiem dlaczego miałabym być miła. - powiedziała i patrzyła na mnie jakby to co mówi było całkowicie logiczne. Jak dla mnie nie było, ale ona może myśleć inaczej.
- Dobre wychowanie tego wymaga. - powiedziałem, a ona się uśmiechnęła. Tym razem prawdziwie. - Chcesz się przejść do parku? - spytałem po chwili. Widać było, że się nad tym zastanawia.
- Chodźmy. - powiedziała w końcu i złapała mnie pod rękę, ciągnąc w stronę parku. Znów wydawało mi się to nieco dziwne, ale nie mogę rozmyślać nad każdym jej ruchem. Ludzie mówią, że kobieta zmienną jest, a ja nie będę się w to zagłębiał.
Okazało się, że nasz spacer po parku również nie należał do najkrótszych. Spędziliśmy tam chyba dobre dwie godziny podczas których gadaliśmy na błahe tematy. Nie poruszałem już kwestii studio, Leona czy choćby tego wcześniejszego focha, który był wobec mnie skierowany. Rozmowa na temat mało ważnych rzeczy jest bezpieczniejsza i przyjemna.
- Trochę się zagadaliśmy. Powinnam już wracać do domu. - stwierdziła Viola.
- Chcesz żebym cię odprowadził? - spytałem, choć jeśli mam być szczery to nie miałem na to wielkiej ochoty. Nie zrozumcie mnie źle. Po prostu od tego ciągłego chodzenia bolą mnie już nogi.
- Nie. Sama dam sobie radę. - powiedziała i uśmiechnęła się wesoło, po czym odeszła bez żadnego pożegnania. Zdecydowanie jej nie rozumiem. Teraz nie mogę jednak narzekać.
Po wczorajszym dniu byłam nieco zmęczona i wstałam dość późno. O mały włos, a nie spóźniłabym się na pierwsze zajęcia. Po tym jak miałam zafundowaną awanturę z Gregorio wolałam przyjść na czas, więc pominęłam śniadanie, od razu udając się prosto do studio. Na szczęście pojawiłam się tam na czas. Zaraz po skończeniu zajęć Diego zaszedł mi drogę.
- Jak się masz? - zagadał jak gdyby nigdy nic.
- Serio? - zapytałam, patrząc na niego poirytowana. Czy on próbuje zrobić ze mnie głupią? Myśli, że po tym co się wczoraj stało wszystko będzie już okej? To się grubo myli.
- No tak, serio. Pytam jak się masz. - powiedział, marszcząc brwi w wyrazie zdziwienia. A to niespodzianka...
- Mam się dobrze. - odpowiedziałam w końcu. Nie muszę być aż tak niemiła. Może jeśli będę zachowywać się normalniej to się odczepi.
- Cieszę się. - oznajmił, a ja wymusiłam lekki uśmiech. - Te włosy to były jakieś doczepiane? - spytał po chwili milczenia.
- Co?
- No te włosy z wczoraj. - wyjaśnił.
- Tak, były doczepiane. - rzuciłam na odczepne i wyminęłam go wychodząc z sali. Nigdy nie zrozumiem o co mu chodzi.
Hej, cześć i czołem. Rozdział szósty się pojawił. Ta da! Nie wiem co mam więcej powiedzieć. Może zadedykuję go drogiej Lagunie, która zawsze zostawia komentarz. Tak, dokładnie. To dla ciebie! <3
Zarzucę też takim małym pytankiem... W następnym rozdziale będzie mowa o czyimś przyjeździe do studia. O kogo może chodzić? :D
- Nie jesteś dziś zbyt miła. - zauważyłem, a ona przewróciła oczami. Dało się jednak zauważyć lekką zmianę. Tym razem wyglądała na nieco mniej znudzoną. Sukces?
- Nie wiem czemu miałabym być dla ciebie miła. - odpowiedziała. Czyli nadal ma do mnie żal o to... no ja wciąż nie wiem o co.
- Mówiłaś, że nie jesteś zła. - wypomniałem jej.
- Bo nie jestem na ciebie zła. Po prostu nie wiem dlaczego miałabym być miła. - powiedziała i patrzyła na mnie jakby to co mówi było całkowicie logiczne. Jak dla mnie nie było, ale ona może myśleć inaczej.
- Dobre wychowanie tego wymaga. - powiedziałem, a ona się uśmiechnęła. Tym razem prawdziwie. - Chcesz się przejść do parku? - spytałem po chwili. Widać było, że się nad tym zastanawia.
- Chodźmy. - powiedziała w końcu i złapała mnie pod rękę, ciągnąc w stronę parku. Znów wydawało mi się to nieco dziwne, ale nie mogę rozmyślać nad każdym jej ruchem. Ludzie mówią, że kobieta zmienną jest, a ja nie będę się w to zagłębiał.
Okazało się, że nasz spacer po parku również nie należał do najkrótszych. Spędziliśmy tam chyba dobre dwie godziny podczas których gadaliśmy na błahe tematy. Nie poruszałem już kwestii studio, Leona czy choćby tego wcześniejszego focha, który był wobec mnie skierowany. Rozmowa na temat mało ważnych rzeczy jest bezpieczniejsza i przyjemna.
- Trochę się zagadaliśmy. Powinnam już wracać do domu. - stwierdziła Viola.
- Chcesz żebym cię odprowadził? - spytałem, choć jeśli mam być szczery to nie miałem na to wielkiej ochoty. Nie zrozumcie mnie źle. Po prostu od tego ciągłego chodzenia bolą mnie już nogi.
- Nie. Sama dam sobie radę. - powiedziała i uśmiechnęła się wesoło, po czym odeszła bez żadnego pożegnania. Zdecydowanie jej nie rozumiem. Teraz nie mogę jednak narzekać.
* Violetta *
Po wczorajszym dniu byłam nieco zmęczona i wstałam dość późno. O mały włos, a nie spóźniłabym się na pierwsze zajęcia. Po tym jak miałam zafundowaną awanturę z Gregorio wolałam przyjść na czas, więc pominęłam śniadanie, od razu udając się prosto do studio. Na szczęście pojawiłam się tam na czas. Zaraz po skończeniu zajęć Diego zaszedł mi drogę.
- Jak się masz? - zagadał jak gdyby nigdy nic.
- Serio? - zapytałam, patrząc na niego poirytowana. Czy on próbuje zrobić ze mnie głupią? Myśli, że po tym co się wczoraj stało wszystko będzie już okej? To się grubo myli.
- No tak, serio. Pytam jak się masz. - powiedział, marszcząc brwi w wyrazie zdziwienia. A to niespodzianka...
- Mam się dobrze. - odpowiedziałam w końcu. Nie muszę być aż tak niemiła. Może jeśli będę zachowywać się normalniej to się odczepi.
- Cieszę się. - oznajmił, a ja wymusiłam lekki uśmiech. - Te włosy to były jakieś doczepiane? - spytał po chwili milczenia.
- Co?
- No te włosy z wczoraj. - wyjaśnił.
- Tak, były doczepiane. - rzuciłam na odczepne i wyminęłam go wychodząc z sali. Nigdy nie zrozumiem o co mu chodzi.
***************
Hej, cześć i czołem. Rozdział szósty się pojawił. Ta da! Nie wiem co mam więcej powiedzieć. Może zadedykuję go drogiej Lagunie, która zawsze zostawia komentarz. Tak, dokładnie. To dla ciebie! <3
Zarzucę też takim małym pytankiem... W następnym rozdziale będzie mowa o czyimś przyjeździe do studia. O kogo może chodzić? :D
środa, 7 maja 2014
Rozdział V - ,,Żądam wyjaśnień’’
* Francesca *
- Żeby nasz plan wypalił musimy być jak tajniaki. Nikt nie może nas widzieć, słyszeć ani czuć. - oznajmiłam, a Cami pokiwała głową ze zdeterminowaną miną. - To co...
- Ale jak to czuć? - przerwała mi przyjaciółka, a ja uciszyłam ją gestem dłoni.
- To nie jest najważniejsze. Tak się tylko mówi. - machnęłam na to ręką, a ona w odpowiedzi wzruszyła ramionami. Rozumiem, że sprawa zamknięta. - Jak już mówiłam, to co mamy zamiar zrobić niesie ze sobą pewne ryzyko, ale pamiętajmy, że nasz cel jest niezwykle ważny. A pamiętasz jaki jest nasz cel, droga wspólniczko? - zapytałam z pełną powagą. Ta sprawa wymaga wielu poświęceń i ciężkiej pracy, ale jestem przekonana, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Nasz cel to zdobycie informacji o powodzie kłótni Violetty i Diego. - wyrecytowała Camila, a ja uśmiechnęłam się z zadowoleniem. Czyli załapała.
- Świetnie. W takim razie wiesz co masz robić. - powiedziałam, a ona przytaknęła. - Jak tylko skończysz swoją część zadania, przyjdź do schowka i tam się spotkamy. - zarządziłam, a Cami ponownie skinęła głową. Po chwili otrząsnęła się jednak i chciała zabrać głos, ale ją uprzedziłam. - Nie pytaj dlaczego schowek. Po prostu tam przyjdź.
Kiedy już wszystko było ostatecznie ustalone Cami ruszyła by wykonać swoją misję. Tymczasem ja też muszę zająć się pewną rzeczą. Mój pomysł nie jest na pewno jednym z najgenialniejszych, ale jest duże prawdopodobieństwo, że zadziała, więc musimy zrobić wszystko, by się nam powiodło. Wyciągnęłam z mojej torby kamerę i sprawdziłam czy jest w pełni sprawna, po czym udałam się do sali w której odbywała się teraz próba Naty i Ludmiły. Na moje szczęście drzwi były uchylone, a dziewczyny stały tyłem do wejścia, dzięki czemu moje zadanie wydawało się wręcz banalne. Ukradkiem wślizgnęłam się do środka i aby zmniejszyć ryzyko zostania zauważoną, przemieszczałam się na czworaka. W końcu udało mi się przemknąć do pianina, które stało w drugim koncie pomieszczenia. Wtedy też włączyłam kamerę, którą ze sobą przytargałam i położyłam ją tak, by nie została zauważona. Misja zakończona powodzeniem... Albo raczej część misji zakończona powodzeniem. Teraz pozostało mi tylko opuścić salę niezauważona, a potem udać się do schowka gdzie miałam się spotkać z Cami.
- Naty przestań! - krzyknęła Ludmiła, a ja także się zatrzymałam. Czyżby mnie usłyszały? Nie, niemożliwe. Przecież niczego nie potrąciłam. Na wszelki wypadek skuliłam się za stojącą obok perkusją i wyjrzałam zza niej, przyglądając się obu dziewczynom. Żadna nie patrzyła w moim kierunku. Czyli nie. - Jesteś beznadziejna. Nie da się z tobą ćwiczyć! - warknęła blondynka, a Naty zaczęła nerwowo przyglądać się swoim dłoniom.
- To ty jesteś rozkojarzona. - mruknęła pod nosem. Gdyby tylko była bardziej pewna siebie to mogłaby się postawić tej zołzie. Niestety jest jak jest, a Natalia cały czas będzie pomagierką Ludmi. Nic nie można z tym zrobić. Jako że żadna z nich nie zwracała na mnie uwagi ponowiłam swoją ucieczkę. Zakończyła się ona sukcesem. Opuściłam salę i nie zostałam przy tym zauważona. Powinnam dostać za to jakiś medal. Nie skupiajmy się jednak na mnie. Nie zwracając na nic uwagi od razu pobiegłam do schowka. Okazało się, że Cami już tam była.
- Udało ci się wszystko załatwić? - zapytałam.
- Pewnie. Poszło jak po maśle. - odparła, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Pierwsza część naszego planu została zrealizowana. Teraz przechodzimy do drugiej części w której będziemy brać udział bezpośrednio. Będzie ona mniej skomplikowana i może przynieść lepsze bądź gorsze efekty. Wszystko zależy od tego czy druga strona będzie chciała z nami współpracować. A mówiąc "druga strona" mam na myśli Leona. Ta część mojego wspaniałego pomysłu wcale nie jest skomplikowana. Chcemy po prostu nieco go przycisnąć, by wydobyć potrzebne nam informacje. Znając życie (i znając Leona) nawet jeśli wszystko nam wyśpiewa to nie można będzie brać tego dosłownie, bo wszystko co on zobaczy lub usłyszy potrafi źle zinterpretować i przerobić to w sposób, który będzie dla niego gorszy. Może się to wydawać nieco nielogiczne, ale jak zna się Leona tyle czasu co my, to wiadomo o co chodzi.
- Leon, zaczekaj! - wykrzyknęłam dobiegając do chłopaka. Trochę czasu minęło zanim udało nam się go znaleźć. Sprawdziłyśmy całe studio, a potem udałyśmy się do parku gdzie go w końcu znalazłyśmy, ale jak tylko nas zobaczył to natychmiast zebrał się do odejścia. - Dlaczego nie chcesz z nami rozmawiać? - spytałam, łapiąc go za ramię i obracając w naszą stronę.
- Bo wiem o czym będziecie chciały rozmawiać. - odparł, patrząc na nas niewzruszony.
- To fantastycznie. W takim razie powiedz nam o co w tym wszystkim chodzi.
- Nie ma o czym gadać. - chciał nas zbyć tymi słowami, ale my się tak łatwo nie damy. Co to, to nie.
- Nie, Leon. Musisz nam powiedzieć o co chodzi. Diego mówi, że nic nie wie, Violetta jest na niego obrażona, a ty wydajesz się być zły na cały świat. Musimy wiedzieć o co chodzi. - zabrała głos Camila, a ja tylko przytaknęłam, wpatrując się w chłopaka wyczekująco.
- Zapytajcie swojej przyjaciółki, a nie mnie. Nie chcę się już w to mieszać. - odparł, a ja warknęłam poirytowana.
- Ona nie chce nam nic powiedzieć! Myślisz, że jej o to nie pytałyśmy? Chciałyśmy nawet zadzwonić, ale miała wyłączony telefon. Potem chciałyśmy iść do Diego, ale on nas uprzedził żądając wyjaśnień. Co mamy w takim razie zrobić? Idziemy do ciebie! - wyjaśniłam, starając się zachować przy tym spokój. Nie mówię, że szło mi najlepiej, ale próbowałam.
- Dziewczyny, naprawdę... Nie mam ochoty tego roztrząsać. Jeśli Violetta nie chce wam powiedzieć to najwyraźniej ma w tym jakiś cel. Popytajcie jej jeszcze to może wam coś zdradzi. - po tych słowach Leon po prostu sobie poszedł, a ja nie miałam już siły by za nim gnać.
- W takim razie pozostajemy przy pierwszym planie. - stwierdziła Cami.
- Miejmy nadzieję, że w ten sposób się czegoś dowiemy. - mruknęłam, a ona uśmiechnęła się pocieszająco. Wcale mi to nie pomogło.
Skoro Violetta nie chce rozmawiać ze mną przez telefon to porozmawiamy sobie twarzą w twarz. Nie może ot tak obrażać się na mnie i nawet nie powiedzieć mi co zrobiłem źle. Dlatego też jestem teraz w drodze do jej domu. Oby tylko nie było jej ojca, bo w tym przypadku zapewne niewiele bym zdziałał, bo on tak czy siak nie wpuściłby mnie do środka. Chyba że poprosiłaby go o to Violetta, ale jestem pewien, że teraz by tego nie zrobiła. I moje fatygowanie się byłoby niczym. Moja spokojna wędrówka do domu dziewczyny zakończyła się z momentem, w którym zauważyłem ją po drugiej stronie ulicy. Wydaje mi się czy ona wygląda nieco inaczej? Nigdy nie widziałem, żeby chodziła w fullcapach, a tym bardziej, żeby miała na ręce bransoletkę z kolcami. W dodatku miała na sobie bluzkę zespołu o którym nawet ja nie słyszałem i, tu na pewno każdy będzie zadziwiony, czarne jeansy. To zdecydowanie nie jej styl. Gdy do niej podszedłem zauważyłem jeszcze jeden ciekawy fakt... Czy ona całkowicie zwariowała?
- Co zrobiłaś sobie z włosami? - zapytałem zdziwiony. Cała ta nagła zmiana wydawała mi się bardzo podejrzana.
- Słucham? - spytała wyraźnie zbita z tropu. Wydaje mi się, że ton jej głosu też jest nieco dziwny. Ma jakąś dziwną... chrypkę. Czyżby zbliżało się przeziębienie?
- Pytałem co zrobiłaś sobie z włosami. - powtórzyłem, krzyżując ręce na piersi.
- Nie robiłam sobie nic z włosami od wieków. Zresztą nawet nie wiem dlaczego z tobą o tym rozmawiam. - odparła, patrząc się na mnie z wyższością. To nie jest zachowanie w stylu Violetty.
- Przyszedłem zapytać cię dlaczego jesteś na mnie zła. - oznajmiłem, a ona uniosła jedną brew ku górze w wyrazie zdziwienia. No proszę was... Chyba mogła się domyśleć, że będę chciał jakichś wyjaśnień po tym wszystkim co się wydarzyło.
- Nie jestem na ciebie zła i nie przypominam sobie bym kiedykolwiek była, ale teraz zaczynasz mnie irytować, dziwny człowieczku. - jestem prawie pewien, że w tym momencie moja mina musi być przekomiczna. Nigdy nie spodziewałbym się takiej odpowiedzi. - A teraz wybacz, ale nie mam czasu. - dodała i wsiadła do stojącego obok samochodu. Za kierownicą siedział jakiś dziwny chłopak, którego nigdy w życiu na oczy nie widziałem. Zanim zdążyłem dokładnie przeanalizować to co się właśnie wydarzyło oni odjechali.
Hej, cześć i czołem. Jestem ciekawa jakie są wasze wrażenia po przeczytaniu tego rozdziału. Nie wiem co jeszcze mogę tu napisać... Jeśli to czytasz to skomentuj, bo czytanie komentarzy zawsze sprawia mi wielką radość. No i jeśli macie jakieś pytania to śmiało walcie! Na wszystko odpiszę. To chyba tyle. <3
WYBACZCIE TAK DŁUGĄ NIEOBECNOŚĆ :c
***
- Leon, zaczekaj! - wykrzyknęłam dobiegając do chłopaka. Trochę czasu minęło zanim udało nam się go znaleźć. Sprawdziłyśmy całe studio, a potem udałyśmy się do parku gdzie go w końcu znalazłyśmy, ale jak tylko nas zobaczył to natychmiast zebrał się do odejścia. - Dlaczego nie chcesz z nami rozmawiać? - spytałam, łapiąc go za ramię i obracając w naszą stronę.
- Bo wiem o czym będziecie chciały rozmawiać. - odparł, patrząc na nas niewzruszony.
- To fantastycznie. W takim razie powiedz nam o co w tym wszystkim chodzi.
- Nie ma o czym gadać. - chciał nas zbyć tymi słowami, ale my się tak łatwo nie damy. Co to, to nie.
- Nie, Leon. Musisz nam powiedzieć o co chodzi. Diego mówi, że nic nie wie, Violetta jest na niego obrażona, a ty wydajesz się być zły na cały świat. Musimy wiedzieć o co chodzi. - zabrała głos Camila, a ja tylko przytaknęłam, wpatrując się w chłopaka wyczekująco.
- Zapytajcie swojej przyjaciółki, a nie mnie. Nie chcę się już w to mieszać. - odparł, a ja warknęłam poirytowana.
- Ona nie chce nam nic powiedzieć! Myślisz, że jej o to nie pytałyśmy? Chciałyśmy nawet zadzwonić, ale miała wyłączony telefon. Potem chciałyśmy iść do Diego, ale on nas uprzedził żądając wyjaśnień. Co mamy w takim razie zrobić? Idziemy do ciebie! - wyjaśniłam, starając się zachować przy tym spokój. Nie mówię, że szło mi najlepiej, ale próbowałam.
- Dziewczyny, naprawdę... Nie mam ochoty tego roztrząsać. Jeśli Violetta nie chce wam powiedzieć to najwyraźniej ma w tym jakiś cel. Popytajcie jej jeszcze to może wam coś zdradzi. - po tych słowach Leon po prostu sobie poszedł, a ja nie miałam już siły by za nim gnać.
- W takim razie pozostajemy przy pierwszym planie. - stwierdziła Cami.
- Miejmy nadzieję, że w ten sposób się czegoś dowiemy. - mruknęłam, a ona uśmiechnęła się pocieszająco. Wcale mi to nie pomogło.
* Diego *
Skoro Violetta nie chce rozmawiać ze mną przez telefon to porozmawiamy sobie twarzą w twarz. Nie może ot tak obrażać się na mnie i nawet nie powiedzieć mi co zrobiłem źle. Dlatego też jestem teraz w drodze do jej domu. Oby tylko nie było jej ojca, bo w tym przypadku zapewne niewiele bym zdziałał, bo on tak czy siak nie wpuściłby mnie do środka. Chyba że poprosiłaby go o to Violetta, ale jestem pewien, że teraz by tego nie zrobiła. I moje fatygowanie się byłoby niczym. Moja spokojna wędrówka do domu dziewczyny zakończyła się z momentem, w którym zauważyłem ją po drugiej stronie ulicy. Wydaje mi się czy ona wygląda nieco inaczej? Nigdy nie widziałem, żeby chodziła w fullcapach, a tym bardziej, żeby miała na ręce bransoletkę z kolcami. W dodatku miała na sobie bluzkę zespołu o którym nawet ja nie słyszałem i, tu na pewno każdy będzie zadziwiony, czarne jeansy. To zdecydowanie nie jej styl. Gdy do niej podszedłem zauważyłem jeszcze jeden ciekawy fakt... Czy ona całkowicie zwariowała?
- Co zrobiłaś sobie z włosami? - zapytałem zdziwiony. Cała ta nagła zmiana wydawała mi się bardzo podejrzana.
- Słucham? - spytała wyraźnie zbita z tropu. Wydaje mi się, że ton jej głosu też jest nieco dziwny. Ma jakąś dziwną... chrypkę. Czyżby zbliżało się przeziębienie?
- Pytałem co zrobiłaś sobie z włosami. - powtórzyłem, krzyżując ręce na piersi.
- Nie robiłam sobie nic z włosami od wieków. Zresztą nawet nie wiem dlaczego z tobą o tym rozmawiam. - odparła, patrząc się na mnie z wyższością. To nie jest zachowanie w stylu Violetty.
- Przyszedłem zapytać cię dlaczego jesteś na mnie zła. - oznajmiłem, a ona uniosła jedną brew ku górze w wyrazie zdziwienia. No proszę was... Chyba mogła się domyśleć, że będę chciał jakichś wyjaśnień po tym wszystkim co się wydarzyło.
- Nie jestem na ciebie zła i nie przypominam sobie bym kiedykolwiek była, ale teraz zaczynasz mnie irytować, dziwny człowieczku. - jestem prawie pewien, że w tym momencie moja mina musi być przekomiczna. Nigdy nie spodziewałbym się takiej odpowiedzi. - A teraz wybacz, ale nie mam czasu. - dodała i wsiadła do stojącego obok samochodu. Za kierownicą siedział jakiś dziwny chłopak, którego nigdy w życiu na oczy nie widziałem. Zanim zdążyłem dokładnie przeanalizować to co się właśnie wydarzyło oni odjechali.
***************
Hej, cześć i czołem. Jestem ciekawa jakie są wasze wrażenia po przeczytaniu tego rozdziału. Nie wiem co jeszcze mogę tu napisać... Jeśli to czytasz to skomentuj, bo czytanie komentarzy zawsze sprawia mi wielką radość. No i jeśli macie jakieś pytania to śmiało walcie! Na wszystko odpiszę. To chyba tyle. <3
WYBACZCIE TAK DŁUGĄ NIEOBECNOŚĆ :c
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział IV - ,,Afera o nic’’
* Diego *
Próbowałem dodzwonić się do Violetty po raz kolejny, ale niestety wyłączyła telefon. Co ona sobie w ogóle wyobraża? Naskakuje na mnie nie wiadomo dlaczego, kiedy to ja chciałem zrobić jej wyrzuty. Jestem (albo raczej byłem) na nią wściekły za to co odstawiła, a tu nagle dowiaduję się, że ona jest na mnie śmiertelnie obrażona za coś co niby zrobiłem, choć nawet nie wiem za co! Najwyraźniej znów ubzdurała sobie, że namieszałem coś w jej idealnie poukładanym życiu, kiedy ja zachowywałem się całkiem normalnie i nie zrobiłem nic złego. Będę musiał to sobie z nią wyjaśnić. Choć najpierw powinienem może pogadać z Leonem, który przez całe zajęcia rzucał mi nienawistne spojrzenia. Może on wie coś o tym, co niby zrobiłem (a czego najpewniej nie zrobiłem). Kiedy tylko wszyscy opuścili salę w której odbywały się zajęcia zatrzymałem go przed wyjściem.
- Czego chcesz? - warknął, a ja uśmiechnąłem się bez humoru. Wszyscy zadają mi to samo pytanie. Czyż to nie zabawne?
- Można grzeczniej. - powiedziałem, a on spojrzał na mnie wzrokiem, który wyraźnie oznaczał, że jednak nie można. - Powiesz mi dlaczego przez całą godzinę zabijałeś mnie wzrokiem czy może sam mam się domyśleć? - zapytałem, krzyżując ręce na piersi.
- Jesteś żałosny. - zaczął, a ja przysiągłbym, że gdzieś już to słyszałem. Ach tak. Słyszałem to z ust Violetty. Jak widać mają tę samą śpiewkę. Szkoda tylko, że ja nie dostrzegam tej mojej "żałosności".
- Skoro już to ustaliliśmy to może podałbyś jakieś fakty na poparcie tego stwierdzenia. - krótko mówiąc chciałem wiedzieć o co im wszystkim chodzi. Zaraz się okaże, że wszyscy ludzie w studio są na mnie obrażeni, a ja nie będę miał zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.
- Wiesz co, Diego? Jeśli to ma być jakiś żart, to wcale nie jest śmieszny. - oznajmił, po czym wyminął mnie i wyszedł z sali. Fantastycznie! Czyli koniec końców nadal nie wiem co takiego zrobiłem, że nagle każdy, a mówiąc każdy mam na myśli Leona i Violettę, mnie nienawidzi. Może myślą, że zrobią ze mnie idiotę, ale ja i tak mam zamiar dowiedzieć się co i jak. Wychodząc z sali zauważyłem Francescę rozmawiającą z Camilą. Warto spróbować i u nich. Może one mnie oświecą.
- Możecie mi powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. - zażądałem, a one spojrzały na siebie zdziwione, po chwili przenosząc wzrok na mnie.
- Ale o co w czym chodzi? - zapytała Fran, a ja parsknąłem podenerwowany.
- Violetta jest na mnie zła, a Leon najchętniej by mnie zabił. Problem w tym, że nie wiem dlaczego. Wiecie może coś na ten temat? Bo ja też chętnie bym się dowiedział. - powiedziałem, wzdychając cicho by się uspokoić.
- Viola nam nic nie mówiła. Same jesteśmy ciekawe o co wam poszło. - odparła Fran.
- Nawet chciałam cię dziś o to spytać, ale stwierdziłam, że nie warto. - dodała Cami.
- Dobra. Dzięki. - mruknąłem i odszedłem w stronę swojej szafki. Najwyraźniej sam będę musiał się wszystkiego dowiedzieć. Z tym może być jednak mały problem. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, nieprawdaż?
* Francesca *
- Cami... - zaczęłam, odwracając się w stronę mojej przyjaciółki z pełną powagą. - Musimy się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. - zakończyłam, a ona wyglądała na zadowoloną. Uśmiechnęła się tajemniczo i uniosła jedną brew ku górze.
- Masz już jakiś plan? - spytała, a ja mruknęłam coś pod nosem i zamyśliłam się. Co by można było zrobić by wyciągnąć jakieś informacje. Trzeba by było zagadać obie strony, a mówiąc obie strony mam na myśli Leona i Violettę. Najpierw jednak warto poszukać informacji w terenie, a ja już chyba wiem od czego mamy zacząć.
- Wiem co musimy zrobić. - powiedziałam w końcu, poruszając brwiami i uśmiechając się tryumfalnie. Nie ma możliwości, że nasz plan nie wypali.
- W takim razie opowiadaj. - ucieszyła się Camila.
- A więc tak...
***************
Hej, cześć i czołem. Nikt mnie nie zabije za zakończenie w takim momencie, prawda? No skąd. Przecież zakończenia w ciekawych momentach są super. Prawie wszystkie odcinki naszej kochanej Violki kończą się cholernie ciekawych momentach i trzeba czekać aż dwadzieścia cztery godziny, by dowiedzieć się co będzie dalej. Jeśli chodzi o moje opowiadanie to trzeba będzie poczekać nawet dłużej, ale kto by się tam przejmował. Pamiętajcie, że nie jestem wredna. <3
Wiem, że wyszło to dość krótkie, ale nadrobię to kolejnym rozdziałem. Poza tym czasem trzeba uciąć w odpowiednim momencie, by zrobić ciekawą atmosferę.
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział III - ,,Oj, Leoś’’
* Camila *
- Ale mówię ci, że to prawda. Ja wchodzę sobie do sali, a tam stoi Leon, który po chwili ni z tego ni z owego piszczy "Leoś wychodzi". Gdy mnie zobaczył to tak mu mina zrzedła, że omal nie dostałem histerycznego napadu śmiechu. Wydaje mi się, że ktoś tu zaczyna się upodabniać do Ludmiły. Radzę teraz na niego uważać jeśli w najbliższym czasie nie masz ochoty obwieszczać każdemu o swoim wyjściu. - powiedział niezwykle rozbawiony Diego. Spotkałam go w parku przed studio i ucięliśmy sobie krótką pogawędkę jak kumpel z kumpelą. W końcu nikt mi nie zabroni się z nim zadawać, nawet jeśli Violetta jest na niego chwilowo obrażona. Ciężko mi powiedzieć o co im poszło, ponieważ ona nie chce mi nic zdradzić, a wiem, że jeśli zapytałabym o to chłopaka, to z całą pewnością by się zdenerwował i tak czy inaczej niczego bym się nie dowiedziała. Najwyraźniej będę musiała sama to rozgryźć. Tylko najpierw pójdę z tym do Fran. Może ona coś wie. A nawet jeśli nie, to razem na pewno szybko się dowiemy o co chodzi. Nasze plany zawsze są najlepsze. - Czy ty mnie słuchasz Camila? - spytał Diego, wybijając mnie tym samym ze swoich przemyśleń.
- Oczywiście, że tak. Właśnie opowiadałeś mi o tym jak zachował się dziś Leon. Muszę przyznać, że nie potrafię sobie tego wyobrazić. - powiedziałam i uśmiechnęłam się na samą myśl takiego zachowania u Leona. Odruchowo wyobraziłam go sobie też w długich blond włosach co sprawiało, że cała ta sytuacja wydawała mi się jeszcze bardziej komiczna.
- Uwierz mi, że wiele straciłaś. Biedny Leon będzie mnie chyba unikać do końca życia. - zaśmiał się Diego, a ja razem z nim. Może nieładnie jest tak wyśmiewać swoich przyjaciół, ale przecież nie mówimy na niego nic złego. W takim razie to się nie liczy, tak?
- Camila. - oho, o wilku mowa. - Nie widziałaś przypadkiem Violetty? - zapytał Leon, skupiając na mnie całą swoją uwagę. Mogłoby się wydawać, że za wszelką cenę stara się zignorować tu obecność Diego, co jest całkiem zabawne. Czasem trzeba jednak zachować powagę.
- Nie, nie widziałam jej od czasu tego rysunku Ludmi. Wiesz... Tego kota. - powiedziałam, marszcząc brwi i usiłując sobie przypomnieć czy czegoś przypadkiem nie pominęłam, ale nie, nie wydaje mi się.
- No dobrze. - powiedział zrezygnowany i odszedł w stronę studia.
- Leoś już nie mówi kiedy wychodzi? - zawołał za nim Diego, a ja zakryłam usta dłonią by pohamować śmiech.
- Bardzo śmieszne. - dało się jeszcze usłyszeć głos Leona zanim zniknął w studiu. Wtedy obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
- Czasami bywasz nieprzyjemny. Ale w gruncie rzeczy jesteś zabawny. - przyznałam.
- Bardzo miło mi to słyszeć. - odparł Diego, skłaniając się lekko, a zaraz po tym uśmiechając wesoło. - Teraz jednak muszę już iść, bo wydaje mi się, że za kilka minut mam zajęcia. - oznajmił, zerkając przy tym na swój nadgarstek. Miało to chyba być nawiązanie do zegarka, którego on jednak nie nosi. Tak czy inaczej zrozumiałam przekaz.
- To do zobaczenia później. - pożegnałam się, a kiedy Diego już odszedł, podbiegła do mnie Francesca.
- Co to niby miało być? Hm? - zapytała oburzona, krzyżując ręce na piersi i wręcz zabijając mnie wzrokiem.
- Ale o co ci znowu chodzi? Przecież nic ci nie zrobiłam. - broniłam się. Nie mam zielonego pojęcia o co ona może się w tym momencie awanturować i wcale mi się to nie podoba.
- Rozmawiasz z nim chociaż wiesz, że Violetta jest na niego zła! - wyjaśniła Fran.
- I tylko o to ci chodzi? - zapytałam zdziwiona. - To, że Viola jest na niego zła nie znaczy, że ja też muszę być. Poza tym nawet nie wiemy o co w tym wszystkim chodzi, a przynajmniej ja nie wiem i dopóki nie okaże się, że to coś całkowicie potwornego to nadal mam zamiar z nim rozmawiać. - powiedziałam, patrząc na nią wyzywająco. Nie mam zamiaru przyjmować jej wyrzutów, bo nie uważam, że zrobiłam coś złego.
- Dobrze, może masz rację. Powinnyśmy się dowiedzieć o co chodzi zanim zaczniemy być dla niego niemiłe. Ale musisz przyznać, że on potrafi czasem zachowywać się jak frajer! - powiedziała na swoją obronę, a ja przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się wesoło.
- Przyznaję.
* Violetta *
W tym momencie powinnam szykować się do zajęć z Jackie, a zamiast tego jestem już w połowie drogi do domu. Chyba wszystko idzie nie po mojej myśli. Rano było świetnie. Każdy zachowywał się normalnie i nawet Leon ze mną rozmawiał, ale potem... Dowiedziałam się o tym co zrobił Diego, a Leon, który jak zwykle wszystko źle zinterpretował jest teraz na mnie wielce obrażony. Do tego Gregorio postanowił się na mnie uwziąć i złapał mnie podczas przerwy, by zafundować mi niezłą awanturkę. Po prostu mam już dość na dziś. O tym, że idę do domu powiedziałam tylko Maxiemu, bo stety niestety przyłapał mnie na wymykaniu się ze studio. Teraz mam tylko nadzieję, że nie natknę się na mojego tatę, bo nie chcę mieć jeszcze więcej problemów, a on na pewno wypytywałby mnie o szybki powrót do domu.
Na szczęście udało mi się dotrzeć do celu bez żadnych komplikacji. Otworzyłam drzwi i ukradkiem zajrzałam do środka sprawdzając czy nie ma w pobliżu mojego taty. Wydawało się jednak, że droga wolna. Szybko weszłam do środka, zamknęłam drzwi i cichutko przemknęłam się schodami na górę. Kiedy wreszcie znalazłam się w moim pokoju, odetchnęłam z ulgą. Moje szczęście nie trwało jednak długo, bo już po chwili zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go z torebki i spojrzałam na wyświetlacz. Diego. Odebrać, nie odebrać...
- Czego chcesz, Diego? - koniec końców odebrałam telefon. Gdybym nie odebrała, on z całą pewnością próbowałby się do mnie dodzwonić jeszcze milion razy zanim by sobie odpuścił.
- Nie ma cię na zajęciach.
- A wiesz, że nawet nie zauważyłam. - powiedziałam udając całkowicie zdziwioną. Wiem, że nie mógł widzieć mojej miny, ale cóż...
- Nie bądź sarkastyczna. To do ciebie nie pasuje.
- Nie ty decydujesz o tym co do mnie pasuje, a co nie. Powiedz mi czego chcesz, żebym mogła wreszcie zakończyć tę rozmowę.
- Chciałem wiedzieć dlaczego cię nie ma. Martwię się.
- Tak. Ty się martwisz. Jestem tego całkowicie pewna. - pokręciłam głową z niedowierzaniem. - To już się robi nudne, Diego. Po tym co zrobiłeś nie mam najmniejszej ochoty by z tobą rozmawiać, a ty dzwonisz sobie od tak, żeby zapytać dlaczego mnie nie ma. To żałosne. - powiedziałam i zakończyłam połączenie. Wściekła usiadłam na łóżku, a mój telefon ponownie zaczął dzwonić. Znowu on. Odrzuciłam połączenie, po czym wyłączyłam telefon. Jedyne czego teraz chcę to odrobina świętego spokoju. Nie proszę o wiele.
***************
Hej, cześć i czołem. Zostawiam wam trzeci rozdział w którym, według mnie, zaczęło się coś dziać. Sprawa nie do końca wyjaśniona, ale przecież na tym polega cała zabawa. Główne pytanie brzmi: co takiego zrobił Diego
Wydaje mi się też, że dodaję trochę za szybko, ale ostatnimi czasy dużo piszę i tak jakoś wyszło!
Subskrybuj:
Posty (Atom)