* Ludmiła *
- Kolejny dzień, by udowodnić wszystkim jaka jestem wspaniała. - mruknęłam sama do siebie i uśmiechnęłam się zadowolona, wchodząc do studio. Rozejrzałam się poszukiwaniu tej pokraki Natalii, a kiedy wreszcie ją wypatrzyłam, przywołałam ją do siebie dramatycznym gestem dłoni. - Gdzie ty się szlajasz, Natalia? Masz być przy drzwiach i czekać aż przez nie przejdę. Niczego się do tej pory nie nauczyłaś? - zapytałam, mierząc ją krytycznym spojrzeniem.
- Nie. To znaczy tak, ale ja tylko chciałam poro... - przerwałam jej pstryknięciem palcami i obróciłam się na pięcie, odchodząc w stronę sali tanecznej. - No ruchy Naty! - warknęłam, kiedy zauważyłam, że ta nadal stoi w miejscu jak jakaś święta krowa. Westchnęłam niezadowolona i wyciągnęłam z torebki mój telefon, żeby sprawdzić ile czasu zostało nam jeszcze do rozpoczęcia zajęć. Właśnie w tym momencie ktoś wyleciał zza zakrętu i z impetem wpadł nam, co w efekcie doprowadziło do mojego upadku. - Mój telefon! - pisnęłam, spychając z siebie sprawcę wypadku i rozglądając się w poszukiwaniu mojego nowego cudeńka. Szybko udało mi się go odnaleźć, ale niestety jego ekran był popękany. - Zwariowałeś?! Mój nowy telefon teraz się do niczego nie nadaje! Następnym razem uważaj jak leziesz, ty... ty... ty plebsie! - wykrzyknęłam zdenerwowana.
- Spokojnie, Ludmi. - usłyszałam dobrze znany mi głos. O nie. Nie, nie, nie. Tak być nie będzie!
- Federico. No kto by się spodziewał? - powiedziałam przesłodzonym głosem, po czym obróciłam się i stanęłam z nim twarzą w twarz. - Tylko ty masz tak wielki talent do powodowania szkód. Ty i Viola. Bylibyście świetną parą. - stwierdziłam i uśmiechnęłam się złośliwie.
- Raczej wątpię, panno supernowa. - odparł i założył ręce na piersi.
- Nie obchodzą mnie twoje wątpienia, dziwaku. Masz mi odkupić telefon. Albo zapłacić za jego naprawę. - warknęłam i wcisnęłam mu moją zepsutą komórkę w dłoń. - Ludmiła odchodzi. - powiedziałam, pstryknęłam palcami i machnęłam włosami prosto w jego twarz. Należy mu się za to wszystko.
- Ludmiła! Ludmiła czekaj! - piszczała Naty, wlokąc się za mną.
- Czego chcesz? - spytałam, patrząc na nią ze złością. Federico wystarczająco zepsuł mi nastrój. Ona nie musi dolewać oliwy do ognia.
- Sala jest w drugą stronę. - powiedziała i wskazała palcem za siebie. Warknęłam zirytowana i tym razem zaczęłam iść w poprawnym kierunku. Po drodze musiałam niestety ponownie minąć tego pacana, który teraz chichotał w najlepsze. Obrzuciłam go nienawistnym spojrzeniem i szybko weszłam do sali. Oho! Jeszcze lepiej! Zajęcia się już zaczęły.
- Spóźnienie! Spóźnienie, spóźnienie, spóźnienie. - zaczął swój wykład Gregorio. Chciałam zabrać się za wyjaśnienia, ale on klasnął w dłonie i pokręcił głową na "nie". - Nie mam zamiaru słuchać żadnych wyjaśnień. A teraz szybko! Do szeregu! Raz, raz! - pospieszył mnie, więc stanęłam razem z resztą. Dopiero teraz zauważyłam, że obok niego stoi Marotti. Czyżby znów jakiś genialny plan Y-mix'u?
- Mamrotti chciałby wam coś ogłosić. - powiedział Gregorio.
- Konkurs! - wykrzyknął Marotti. - Konkurs tańca dokładniej.
***************
Hola, Buenos Dias! Znów dłuuuuuuuuuugo mnie nie było, bo znów miałam kupę rzeczy na głowie, a jak już się szkoła zaczęła to... Cóż... Najładniej mówiąc - masakra. Liceum to jednak nie jest takie "hop siup" i wszystko pięknie.