* Ludmiła *
Czy tylko ja mam wrażenie, że każdy jest dziś nadzwyczaj zabiegany? Naty przepadła jak kamień w wodę, Leon biega z kąta w kąt wypytując o tego dziwaka Andresa, a Maxi lata szukając Leona. Przez to wszystko miał nawet czelność zapytać mnie czy nie wiem przypadkiem gdzie on jest. Oczywiście, że dopiero co go mijałam, ale nie miałam zamiaru mu tego powiedzieć. Miło jest czasem popatrzeć na tych biednych, małych ludzi, którzy są niczym w porównaniu ze mną. W końcu nikt nie może konkurować z taką Supernową.
- Ludmi, przepraszam, ale zgubiłam... - zaczęła zdyszana Naty, która nagle pojawiła się przy moim boku.
- Nie obchodzi mnie to, Natalia. Czekałam na ciebie, a ty co? Kręciłaś się gdzieś bez celu zamiast mi pomagać. Kompletnie nie interesują cię moje potrzeby! - oburzyłam się, cmokając niezadowolona.
- Przepraszam, ale jak mówiłam zgubiłam gdzieś...
- Ci, ci, ci. - przerwałam, kładąc jej palec na ustach i uśmiechając się złośliwie. - Nie interesuje mnie twoje zagubione coś. Interesuje mnie tylko to, że już tu jesteś. - skończyłam, niewinnie trzepocząc rzęsami. Nikt nie będzie mi przerywał i podważał mojego zdania. To ja tu jestem najważniejsza, a nie jakaś zaginiona rzecz. - A teraz przynieś mi moją torebkę. - rozkazałam, machając dłonią by się pospieszyła.
- Twoją torebkę? - spytała głupio Naty.
- Tak, moją torebkę. Zostawiłam ją w sali. - odpowiedziałam.
- Ale w jakiej sali? - dopytywała brunetka, na co przewróciłam oczami.
- Normalniej sali, Natalia. Normalnej. - powtórzyłam to powoli i wyraźnie w razie gdyby miała mnie nie zrozumieć. Z nią to nigdy nic nie wiadomo.
- No tak, ale...
- Żadnego ale. Nic nie potrafisz dziś zrobić. Ugh. - warknęłam zdenerwowana i sama poszłam po swoją torebkę. Kiedy weszłam do sali, zobaczyłam, że w koncie siedział Andres i najwyraźniej usiłował coś pisać bądź też rysować. Nie jest to rzecz najistotniejsza.
- O, Ludmiła! - wykrzyknął, kiedy zdał sobie sprawę z mojej obecności. - Chcesz zobaczyć mojego kota?! - zapytał podekscytowany i zanim dał mi czas na odpowiedź, natychmiast poderwał się z miejsca i podbiegł do mnie pokazując mi kartkę. Na niej narysowany był kot. Choć mi, osobiście, wygląda to bardziej na jakiegoś kreta.
- To ma być kot? - zapytałam i zaśmiałam mu się prosto w twarz. - To nie wygląda na kota. - stwierdziłam, kiedy już opanowałam mój napad śmiechu.
- No jak to nie? - spytał skołowany. - Tu ma uszy i oczy, a tu są jego łapki. O, a tu jest ogon! - powiedział, pokazując mi poszczególne części ciała owego kotka.
- Skoro to jest kot to najwyraźniej musiał być zmutowany. - stwierdziłam, uśmiechając się niewesoło.
- Sama nie umiałabyś lepiej tego narysować. - powiedział, marszcząc brwi i wgapiając się w kartkę.
- Jesteś tego taki pewien? - zapytałam, a w odpowiedzi dostałam skinienie głową. - W takim razie daj mi to! - krzyknęłam i wyrwałam z jego rąk kartkę i ołówek. Usiadłam za stojącym w sali fortepianem i zaczęłam rysować kota po drugiej stronie kartki. - Najpierw trzeba narysować kilka prostych kształtów, a potem przekształca się to w obraz całego zwierzęcia. - poinstruowałam skupiając się na swojej pracy. Po niecałych piętnastu minutach mój rysunek był już gotowy. I nieskromnie przyznam, że jest o niebo lepszy niż rysunek Andresa. - Masz. - powiedziałam, wręczając mu kartkę z tryumfalnym uśmieszkiem.
- Wow, Ludmiła. To jest fantastyczny kot! - wykrzyknął, podskakując uradowany.
- Andres! Szukałem cię. - do sali wparował nagle Leon, a zaraz za nim przybiegł tu Maxi w towarzystwie Violetty, Francesci i Camili. No proszę. Znalazło się całe zbiegowisko.
- Patrzcie na kota Ludmiły! - Andres pokazał wszystkim mój rysunek, a oni wyglądali na zdziwionych. Nie spodziewali się, że mam talent również do rysunku. Ha! Jestem wszechstronnie utalentowaną osobą. Nie ma się co dziwić.
- Ludmiła to narysowała? - spytała zadziwiona Violetta.
- Owszem, ja. - odparłam, wielce z siebie zadowolona. Kto tu jest lepszy Violu?
- Powiedziała mi też jak go narysować. - dodał zadowolony Andres, który powoli zaczynał działać mi na nerwy.
- Tak, powiedziałam, ale nie licz na to, że jeszcze ci pomogę. To nie jest jakiś Wielki Kurs Rysowania Ludmiły. - oznajmiłam, po czym wzięłam do ręki swoją torebkę i wyszłam z sali, zarzucając przy tym włosami. - Ludmiła wychodzi! - rzuciłam na odchodne.
* Leon *
-Leoś! Leoś! - słyszałem za sobą nawoływania Ludmiły, które mimo wszystko starałem się zignorować. Z naszych rozmów nigdy nie wynika nic dobrego, a ja nie mam najmniejszej ochoty wdawać się z nią w jakąkolwiek konwersację. - Oj, Leon. Mógłbyś trochę zwolnić kiedy ktoś cię woła. - upomniała mnie blondynka, klepiąc mnie lekko w ramię.
- Czego chcesz, Ludmiła? - zapytałem dość niemiło, ale ciężko jest być miłym dla kogoś takiego jak ona.
- A czy ja muszę czegoś chcieć? Po prostu chciałam zapytać jak tam między tobą, a Violettą. - powiedziała niewinnym tonem.
- Czy ty musisz wszystkim uprzykrzać życie? - zapytałem, choć sam doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że odpowiedź jest twierdząca.
- Ale ja nikomu nie uprzykrzam życia! - oburzyła się Ludmiła. - Chciałam po prostu zapytać jak tam u ciebie i mojej przyjaciółki.
- A od kiedy wy się przyjaźnicie? - prychnąłem, patrząc na nią z ukosa.
- Jak to od kiedy, głuptasku. Od zawsze! - odparła, uśmiechając się szeroko.
- Tak, a ja jestem jednorożcem. - zaśmiałem się pod nosem, a Ferro wyglądała na oburzoną.
- Ludmiła wychodzi! - pisnęła, po czym obrażona opuściła salę. Czy ona zawsze musi to robić? To naprawdę głupie. Wyobraźmy sobie jakby to wyglądało gdyby każdy tak robił. Na przykład ja...
- Leoś wychodzi! - pisnąłem cienkim głosikiem i pstryknąłem palcami, po czym odwróciłem się na pięcie i... wmurowało mnie w podłogę. Przede mną stał Diego.
- No dalej Leosiu. - powiedział, uśmiechając się krzywo. - Jeśli musisz iść to cię nie zatrzymuję. - skomentował rozbawiony, a ja tylko przewróciłem oczami, udając, że nie jestem kompletnie wybity z szyku, a zaraz po tym opuściłem salę jak najszybciej udając się do mojej szafki. Brawo Leon. Udało ci się zyskać lepszą pozycję w rankingu frajerów.
***************
Hej, cześć i czołem. Przybywam do was z drugim rozdziałem. Zastanawiałam się ostatnio z pomocą mojej przyjaciółki z kim koniec końców złączyć Violettę. Karolina (bo tak nazywa się moja przyjaciółka) nie przepada za Violą, więc stwierdziła, że najlepiej by było połączyć Leona i Diego (z czego tak swoją drogą wyszłoby Lego! Czyż nie cudownie?), a tą naszą niezdecydowaną panienkę zostawić z niczym. To chyba byłoby zbyt drastyczne, haha.
Na początku nie dzieje się nic konkretnego, ale w nieco późniejszym czasie będzie ciekawie. :3
hahaha normalnie się popłakałam ze śmiechu
OdpowiedzUsuńczekam na następne :)
Mało się przez Ciebie nie udusiłam ze śmiechu! 'Leoś wychodzi' -kocham =) Swoją drogą powstała już para León+Diego i została nazwana Dion. Skąd wiem? Na YouTube są różne dziwne rzeczy. Wolisz nie wiedzieć...
OdpowiedzUsuńLagusia wychodzi!(strzela palcami)
Taaak, jak widać na yt są różne bardzo dziwne rzeczy. Szczerze to jestem ciekawa co tam nawymyślali i chyba pójdę to sprawdzić, haha.
UsuńSilver wychodzi!
http://www.youtube.com/watch?v=F47JOxsFfZ0
OdpowiedzUsuńHaha, dzięki za ten filmik. X3
UsuńWidać, że nie tylko moja przyjaciółka ma bujną wyobraźnię. :P