sobota, 10 maja 2014

Rozdział VI - ,,O co w tym chodzi’’

* Camila *

- Nie możemy obejrzeć tego nagrania tu? - smęciłam, wlokąc się za Francescą. Według niej zanim obejrzymy to co nagrało się nam na kamerze musimy znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Tym super ultra bezpiecznym miejscem ma być jej dom. Nie wiem dlaczego to dla niej takie ważne.
- Oczywiście, że nie. Chcesz żeby nas ktoś przyłapał? Gdyby to wyszło na jaw to mogłybyśmy mieć kłopoty. - wyjaśniła Fran.
- Ale jakie kłopoty? Przecież nie mamy tam nic złego! - powiedziałam, choć po krótkim zastanowieniu... - Chyba nie mamy tam nic złego.
- No właśnie. Nie możemy być tego takie pewne i dlatego idziemy z tym do mnie. Moich rodziców nie ma w domu, więc będziemy mogły obejrzeć sobie to wszystko na spokojnie. - wyjaśniła, a ja westchnęłam cicho i przystałam już na ten jej plan. Lepiej unikać potencjalnego zagrożenia, nie? Warto to sobie powtarzać.
Gdy dotarłyśmy już do domu Fran, natychmiast pobiegłyśmy do jej pokoju i włączyłyśmy nagranie. Na początku nie działo się nic ciekawego. Ludmiła ciągle ćwiczyła tą swoją beznadziejną piosenkę i co jakiś czas wydzierała się na Naty, która przyjmowała to wszystko z pokorą. Nie wiem jak ona może wytrzymać takie traktowanie, ale koniec końców to nie moja sprawa. W końcu jednak zaczęło dziać się coś ciekawszego. Ludmiła zaczęła opowiadać Natalii o tym jak jej "genialny plan" wypalił i wszyscy są teraz skłóceni. Niestety niczego więcej się nie dowiedziałyśmy, bo obydwie wyszły z sali. Kurczę! A być może byłyśmy już tak blisko rozwiązania całej sprawy.
- Jedno jest pewne. - oznajmiła Francesca. - To wszystko to sprawka Ludmiły.
- To co teraz? - spytałam, patrząc na nią i wyczekując jakiegoś przebłysku geniuszu.
- Co teraz? - powtórzyła, a na jej twarzy pojawił się słynny uśmieszek, który oznaczał, że ma plan. - Czas się dowiedzieć co takiego zrobiła Ludmiła.

* Diego *

Po tym dziwnym spotkaniu z Violettą cały czas szlajałem się bez celu po mieście. Nie miałem zielonego pojęcia skąd wzięła się ta nagła zmiana jej wyglądu, a tym bardziej nagła zmiana nastawienia co do mnie. Wyglądała na zdziwioną kiedy zapytałem dlaczego jest na mnie zła. Czyżby tak nagle jej przeszło? To niemożliwe. Może to ma być jakaś gra. Chce mnie skołować i zrobić ze mnie idiotę. Nie, to całkowicie nie w jej stylu. Ona by czegoś takiego nie zrobiła. A może to wszystko moja wina? Może nawet nie zdaję sobie sprawy z czegoś co jej zrobiłem i przez to ona całkowicie się zmieniła? To by było okropne. Jak miałbym się po czymś takim czuć? Nie, to przecież głupota. Ta cała zmiana nie mogła się wydarzyć przez jedną rzecz. Może już od dawna coś było nie tak, a nikt nie zwrócił na to uwagi. W końcu każdy zajmuje się własnymi sprawami i nawet jeśli są one z nią związane to i tak patrzy się na to ze swojej perspektywy. Nikt nie stawia się na miejscu Violetty i nie myśli jak ona się z tym czuje. Jesteśmy skończonymi egoistami, którzy wywołują u niej zmianę. Chyba... Chyba za dużo myślę. Do głowy przychodzą mi coraz głupsze pomysły, a może to wszystko da się logicznie wytłumaczyć. Może ten jej styl to część jakiegoś przedstawienia, jakiejś zabawy albo dziwnej akcji o której nie mamy pojęcia. Przecież nie wiem o niej wszystkiego. Jej przyjaciele też nie muszą. Tak, to na pewno to. Teraz mogę już być spokojny. Kiedy jutro pójdę do studio wszystko będzie po staremu, a ona będzie wyglądała i zachowywała się tak jak zawsze. Teraz biorę głęboki oddech i uspokajam się.
- Długo masz zamiar stać na środku chodnika? Blokujesz przejście. - usłyszałem za sobą znajomy głos. Odwróciłem się i zobaczyłem przed sobą Violettę. Tę Violettę sprzed kilku godzin (taaaak, trochę mi się zeszło na tym spacerze).
- Myślałem o tobie. - odpowiedziałem. Nie będę wymyślał żadnych głupich wytłumaczeń. Czasem trzeba walić prosto z mostu.
- Uroczo. - skomentowała, uśmiechając się sztucznie.
- Nie jesteś dziś zbyt miła. - zauważyłem, a ona przewróciła oczami. Dało się jednak zauważyć lekką zmianę. Tym razem wyglądała na nieco mniej znudzoną. Sukces?
- Nie wiem czemu miałabym być dla ciebie miła. - odpowiedziała. Czyli nadal ma do mnie żal o to... no ja wciąż nie wiem o co.
- Mówiłaś, że nie jesteś zła. - wypomniałem jej.
- Bo nie jestem na ciebie zła. Po prostu nie wiem dlaczego miałabym być miła. - powiedziała i patrzyła na mnie jakby to co mówi było całkowicie logiczne. Jak dla mnie nie było, ale ona może myśleć inaczej.
- Dobre wychowanie tego wymaga. - powiedziałem, a ona się uśmiechnęła. Tym razem prawdziwie. - Chcesz się przejść do parku? - spytałem po chwili. Widać było, że się nad tym zastanawia.
- Chodźmy. - powiedziała w końcu i złapała mnie pod rękę, ciągnąc w stronę parku. Znów wydawało mi się to nieco dziwne, ale nie mogę rozmyślać nad każdym jej ruchem. Ludzie mówią, że kobieta zmienną jest, a ja nie będę się w to zagłębiał.
Okazało się, że nasz spacer po parku również nie należał do najkrótszych. Spędziliśmy tam chyba dobre dwie godziny podczas których gadaliśmy na błahe tematy. Nie poruszałem już kwestii studio, Leona czy choćby tego wcześniejszego focha, który był wobec mnie skierowany. Rozmowa na temat mało ważnych rzeczy jest bezpieczniejsza i przyjemna.
- Trochę się zagadaliśmy. Powinnam już wracać do domu. - stwierdziła Viola.
- Chcesz żebym cię odprowadził? - spytałem, choć jeśli mam być szczery to nie miałem na to wielkiej ochoty. Nie zrozumcie mnie źle. Po prostu od tego ciągłego chodzenia bolą mnie już nogi.
- Nie. Sama dam sobie radę. - powiedziała i uśmiechnęła się wesoło, po czym odeszła bez żadnego pożegnania. Zdecydowanie jej nie rozumiem. Teraz nie mogę jednak narzekać.

* Violetta *

 Po wczorajszym dniu byłam nieco zmęczona i wstałam dość późno. O mały włos, a nie spóźniłabym się na pierwsze zajęcia. Po tym jak miałam zafundowaną awanturę z Gregorio wolałam przyjść na czas, więc pominęłam śniadanie, od razu udając się prosto do studio. Na szczęście pojawiłam się tam na czas. Zaraz po skończeniu zajęć Diego zaszedł mi drogę.
- Jak się masz? - zagadał jak gdyby nigdy nic.
- Serio? - zapytałam, patrząc na niego poirytowana. Czy on próbuje zrobić ze mnie głupią? Myśli, że po tym co się wczoraj stało wszystko będzie już okej? To się grubo myli.
- No tak, serio. Pytam jak się masz. - powiedział, marszcząc brwi w wyrazie zdziwienia. A to niespodzianka...
- Mam się dobrze. - odpowiedziałam w końcu. Nie muszę być aż tak niemiła. Może jeśli będę zachowywać się normalniej to się odczepi.
- Cieszę się. - oznajmił, a ja wymusiłam lekki uśmiech. - Te włosy to były jakieś doczepiane? - spytał po chwili milczenia.
- Co?
- No te włosy z wczoraj. - wyjaśnił.
- Tak, były doczepiane. - rzuciłam na odczepne i wyminęłam go wychodząc z sali. Nigdy nie zrozumiem o co mu chodzi.

***************

Hej, cześć i czołem. Rozdział szósty się pojawił. Ta da! Nie wiem co mam więcej powiedzieć. Może zadedykuję go drogiej Lagunie, która zawsze zostawia komentarz. Tak, dokładnie. To dla ciebie! <3
Zarzucę też takim małym pytankiem... W następnym rozdziale będzie mowa o czyimś przyjeździe do studia. O kogo może chodzić? :D

3 komentarze:

  1. Podejrzewam, że o Federico chodzi. Albo o Marco - jeżeli jeszcze go tam nie ma. Albo Londonersy przylezą namieszać =)
    W ogóle Diego, pierdoło, najpierw się filozofii czy poezji jakowejś naczytałeś, a teraz nie ogarniasz! Zostaw ty Mickiewiczów w spokoju!|
    Francesca... Ma plan. Już się boję. Po chowaniu się za perkusją chyba nic mnie już nie zaskoczy...
    A za dedykację dziękować.

    Lagusia wychodzi (ostatnio Lagusia zapomniała)

    OdpowiedzUsuń
  2. Extra <3 Pewnie jakaś BARDZO podobna do Violetty dziewczyna :3 Świetny rozdział ^=^ Fran ma plan? (ale się rymło xd) już się boje :D Czekam na next *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń