* Leon *
Za
każdym razem gdy chcę porozmawiać z Violettą, Diego jest przy niej. Mam
już tego serdecznie dość. Chciałem wyjaśnić z nią ostatnią sytuację,
ale nie, bo pan Idealny z nią był. Czy on nie może chociaż raz sobie
odpuścić? Tak byłoby lepiej dla każdego.
- Uważaj żeby ci się mózg nie przegrzał. - no proszę, a któż to wyjechał z tym przemiłym komentarzem? Jak zwykle Diego.
- W tej kwestii bardziej martwiłbym się o ciebie. - odpowiedziałem, uśmiechając się sztucznie.
- Dziękuję za troskę, Leoś.
-
Nie dziękuj. Naprawdę nie ma za co. - warknąłem podenerwowany. Jeszcze
chwila a stracę do niego cierpliwość. Czy za każdym razem gdy na siebie
wpadamy on musi mnie prowokować? Chyba każdy zna odpowiedź na to
pytanie.
- Violetta już się na mnie nie
gniewa. Byliśmy wczoraj na takim długim spacerze po parku i świetnie się
bawiliśmy. A ty jak spędzałeś swój dzień? - spytał z udawanym
zainteresowaniem. Miarka się przebrała. Spojrzałem na niego spod byka i
odepchnąłem go od siebie. Akurat w tym momencie przechodził obok nas
Pablo, a na domiar złego Diego na niego wpadł.
- Co wy wyprawiacie?! - wykrzyknął zdenerwowany Pablo.
- To on zaczął. Ja tylko chciałem porozmawiać. - bronił się Diego.
- Och, przymknij się. - rzuciłem wkurzony.
-
Leon! Wiesz, że nie tolerujemy tu takiego zachowania. A to nie pierwszy
raz kiedy się sprzeczacie. - zauważył Pablo. - Tydzień zawieszenia. -
dokończył wskazując na mnie palcem.
- Ha! - wykrzyknął niezwykle uradowany Hernandez.
-
Ty również, Diego. - zwrócił się do niego Pablo i w tym momencie mina
mu nieco zrzedła. - W tej chwili oboje macie opuścić studio. Widzimy się
za tydzień i mam nadzieję, że po tym czasie taka sytuacja nie będzie
miała więcej miejsca, bo jeśli tak to wyciągniemy z tego poważniejsze
konsekwencje. - po tych słowach odszedł, a ja spojrzałam z wyrzutem na
mojego "kochanego kolegę".
- Mam cię dość.
* Ludmiła *
Perfekcyjnie. To wszystko miało doprowadzić tylko do małego konfliktu między Violettą, Diego i Leonem, a doszło do tego, że dwójka z nich została zawieszona. Lepiej być nie może. Gdy Violcia się o tym dowiedziała jeszcze bardziej się na nich wkurzyła. Wychodzi na to, że wszystko idzie nawet lepiej niż to było zaplanowane. Mój geniusz czasem i mnie samą przerasta.
- Widzisz, Natalia. - zaczęłam, odwracając się w stronę brunetki ze zwycięskim uśmiechem wymalowanym na twarzy. - Mówiłam, że wszystko się uda. Poszło lepiej niż się spodziewałam.
- Tak, ale dziewczyny coś podejrzewają. Słyszałam jak ostatnio o tym mówiły. - odparła Naty.
- To nie jest ważne. I tak się niczego nie dowiedzą. O ile będziesz siedziała cicho. - powiedziałam, patrząc na nią wyzywająco, a ona pokiwała głową. Tak myślałam. Jeśli nie puści pary z ust to wszystko pójdzie idealnie. Pierwsza część planu polegającego na wyeliminowaniu Violetty zakończyła się sukcesem. Teraz trzeba będzie rozpocząć drugą część mojego genialnego planu.
- Jutro zabieramy się za dalsze działania. - oznajmiłam zadowolona. Jeśli uda nam się doprowadzić drugą część do końca reszta będzie już banalnie prosta.
- Jest tylko taki tyci, tyci problem. - wtrąciła Naty, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
- Jaki znowu problem?
- Przypadkiem podsłuchałam jak Pablo mówił, że ktoś do nas jutro przyjeżdża... Właściwie to wraca, bo kiedyś już tu był, ale on użył słów przyjeżdża co w...
- Przejdź do rzeczy. - pospieszyłam ją lekko poirytowana. Ile można tak bredzić?
- No więc jutro przyjeżdża. - skończyła, a ja spojrzałam na nią jak na głupią.
- Ale kto przyjeżdża?
- No on przyjeżdża. - odpowiedziała tępo, a ja miałam ochotę ją czymś zdzielić.
- Konkrety, Natalia. Konkrety. - pouczyłam. - Powiedz mi teraz jaki "on" tu przyjeżdża. - zażądałam, kładąc nacisk na słowo on.
- Federico. - wyrzuciła z siebie, a ja zdębiałam. Znowu on? Nie pozwolę by po raz kolejny wszystko zniszczył. Fakt... To niby nie jego wina i koniec końców wygrał w tym całym programie z naszą Violką, więc ma za to jakiś minimalny plus, ale jest też jej przyjacielem i zadaje się z całą resztą tej hołoty. Podsumowując: nie lubimy go.
- No cóż. Jeszcze jeden szkodnik do zlikwidowania, ale to nic takiego... Poradzimy sobie z nim.
***************
Hej, cześć i czołem! Przybywam z kolejnym rozdziałem. Jest trochę krótki, owszem, ale teraz mam zamiar pisać nieco dłuższe rozdziały. W zasadzie to jestem przyzwyczajona do pisania dłuuuugich rozdziałów, ale stwierdziłam, że nie będę nikogo zamęczać.
A więc... Przyjeżdża Federico! Yay! Czy tylko ja się cieszę? :D
Przez ostatni odcinek Violetty naszła mnie dziwna myśl co do sparowania niektórych jednostek. Najprawdopodobniej nieco w tym namieszam, ale tylko na krótką chwilę! Bo główny plan już mam. :3
Cześć! Powiem ci, że bloga zaczęłam czytać od niedawna.
OdpowiedzUsuńJednak już się w nim zakochałam.
Wszystko tu układna się w idealną całość.
Nie mogę się doczekać dalszych części.
Pozdrawiam Nikola z http://leonetta16.blogspot.com/
Za co Diego? León to okey, bo znowu ma wąty do mojego kochanego Diegusia, ale sam Dieguś za co? Ludmiła ma problemy ze sobą... Co najlepiej pomoże na takie problemy... Nóż i jakiś miły Pan bądź Pani, która zwinie kasetę z nagraniem. I ta jej skromność... Jak myślisz - kwas solny pomoże?
OdpowiedzUsuńLagusia wychodzi i szykuj się na moją zemstę za mojego Diegusia! Ty już mu nie dokładaj zła kobieto!