sobota, 10 maja 2014

Rozdział VII - ,,Zawieszenie’’

* Leon *

Za każdym razem gdy chcę porozmawiać z Violettą, Diego jest przy niej. Mam już tego serdecznie dość. Chciałem wyjaśnić z nią ostatnią sytuację, ale nie, bo pan Idealny z nią był. Czy on nie może chociaż raz sobie odpuścić? Tak byłoby lepiej dla każdego.
- Uważaj żeby ci się mózg nie przegrzał. - no proszę, a któż to wyjechał z tym przemiłym komentarzem? Jak zwykle Diego.
- W tej kwestii bardziej martwiłbym się o ciebie. - odpowiedziałem, uśmiechając się sztucznie.
- Dziękuję za troskę, Leoś.
- Nie dziękuj. Naprawdę nie ma za co. - warknąłem podenerwowany. Jeszcze chwila a stracę do niego cierpliwość. Czy za każdym razem gdy na siebie wpadamy on musi mnie prowokować? Chyba każdy zna odpowiedź na to pytanie.
- Violetta już się na mnie nie gniewa. Byliśmy wczoraj na takim długim spacerze po parku i świetnie się bawiliśmy. A ty jak spędzałeś swój dzień? - spytał z udawanym zainteresowaniem. Miarka się przebrała. Spojrzałem na niego spod byka i odepchnąłem go od siebie. Akurat w tym momencie przechodził obok nas Pablo, a na domiar złego Diego na niego wpadł.
- Co wy wyprawiacie?! - wykrzyknął zdenerwowany Pablo.
- To on zaczął. Ja tylko chciałem porozmawiać. - bronił się Diego.
- Och, przymknij się. - rzuciłem wkurzony.
- Leon! Wiesz, że nie tolerujemy tu takiego zachowania. A to nie pierwszy raz kiedy się sprzeczacie. - zauważył Pablo. - Tydzień zawieszenia. - dokończył wskazując na mnie palcem.
- Ha! - wykrzyknął niezwykle uradowany Hernandez.
- Ty również, Diego. - zwrócił się do niego Pablo i w tym momencie mina mu nieco zrzedła. - W tej chwili oboje macie opuścić studio. Widzimy się za tydzień i mam nadzieję, że po tym czasie taka sytuacja nie będzie miała więcej miejsca, bo jeśli tak to wyciągniemy z tego poważniejsze konsekwencje. - po tych słowach odszedł, a ja spojrzałam z wyrzutem na mojego "kochanego kolegę".
- Mam cię dość.

* Ludmiła *

 Perfekcyjnie. To wszystko miało doprowadzić tylko do małego konfliktu między Violettą, Diego i Leonem, a doszło do tego, że dwójka z nich została zawieszona. Lepiej być nie może. Gdy Violcia się o tym dowiedziała jeszcze bardziej się na nich wkurzyła. Wychodzi na to, że wszystko idzie nawet lepiej niż to było zaplanowane. Mój geniusz czasem i mnie samą przerasta.
- Widzisz, Natalia. - zaczęłam, odwracając się w stronę brunetki ze zwycięskim uśmiechem wymalowanym na twarzy. - Mówiłam, że wszystko się uda. Poszło lepiej niż się spodziewałam.
- Tak, ale dziewczyny coś podejrzewają. Słyszałam jak ostatnio o tym mówiły. - odparła Naty.
- To nie jest ważne. I tak się niczego nie dowiedzą. O ile będziesz siedziała cicho. - powiedziałam, patrząc na nią wyzywająco, a ona pokiwała głową. Tak myślałam. Jeśli nie puści pary z ust to wszystko pójdzie idealnie. Pierwsza część planu polegającego na wyeliminowaniu Violetty zakończyła się sukcesem. Teraz trzeba będzie rozpocząć drugą część mojego genialnego planu.
- Jutro zabieramy się za dalsze działania. - oznajmiłam zadowolona. Jeśli uda nam się doprowadzić drugą część do końca reszta będzie już banalnie prosta.
- Jest tylko taki tyci, tyci problem. - wtrąciła Naty, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
- Jaki znowu problem?
- Przypadkiem podsłuchałam jak Pablo mówił, że ktoś do nas jutro przyjeżdża... Właściwie to wraca, bo kiedyś już tu był, ale on użył słów przyjeżdża co w...
- Przejdź do rzeczy. - pospieszyłam ją lekko poirytowana. Ile można tak bredzić?
- No więc jutro przyjeżdża. - skończyła, a ja spojrzałam na nią jak na głupią.
- Ale kto przyjeżdża?
- No on przyjeżdża. - odpowiedziała tępo, a ja miałam ochotę ją czymś zdzielić.
- Konkrety, Natalia. Konkrety. - pouczyłam. - Powiedz mi teraz jaki "on" tu przyjeżdża. - zażądałam, kładąc nacisk na słowo on.
- Federico. - wyrzuciła z siebie, a ja zdębiałam. Znowu on? Nie pozwolę by po raz kolejny wszystko zniszczył. Fakt... To niby nie jego wina i koniec końców wygrał w tym całym programie z naszą Violką, więc ma za to jakiś minimalny plus, ale jest też jej przyjacielem i zadaje się z całą resztą tej hołoty. Podsumowując: nie lubimy go.
- No cóż. Jeszcze jeden szkodnik do zlikwidowania, ale to nic takiego... Poradzimy sobie z nim.

***************
 Hej, cześć i czołem! Przybywam z kolejnym rozdziałem. Jest trochę krótki, owszem, ale teraz mam zamiar pisać nieco dłuższe rozdziały. W zasadzie to jestem przyzwyczajona do pisania dłuuuugich rozdziałów, ale stwierdziłam, że nie będę nikogo zamęczać.
A więc... Przyjeżdża Federico! Yay! Czy tylko ja się cieszę? :D
Przez ostatni odcinek Violetty naszła mnie dziwna myśl co do sparowania niektórych jednostek. Najprawdopodobniej nieco w tym namieszam, ale tylko na krótką chwilę! Bo główny plan już mam. :3

2 komentarze:

  1. Cześć! Powiem ci, że bloga zaczęłam czytać od niedawna.
    Jednak już się w nim zakochałam.
    Wszystko tu układna się w idealną całość.
    Nie mogę się doczekać dalszych części.
    Pozdrawiam Nikola z http://leonetta16.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Za co Diego? León to okey, bo znowu ma wąty do mojego kochanego Diegusia, ale sam Dieguś za co? Ludmiła ma problemy ze sobą... Co najlepiej pomoże na takie problemy... Nóż i jakiś miły Pan bądź Pani, która zwinie kasetę z nagraniem. I ta jej skromność... Jak myślisz - kwas solny pomoże?

    Lagusia wychodzi i szykuj się na moją zemstę za mojego Diegusia! Ty już mu nie dokładaj zła kobieto!

    OdpowiedzUsuń